Tak na dzień dziecka do pomyślenia. Ciężko zrozumieć czemu między facetami a kobietami mimo przysiąg coś nie wychodzi. Ale zdarza się … nie wychodzi – i ja nawet miałem okres zwątpienia a nawet jakiś czas (choć to już z powodów mojej choroby) nie byliśmy blisko. (więcej…)
Dość dziwne zajęcie dla 2,5 latka :) ale siedząc u taty na kolanach i patrząc jak ojciec szparuje któreś tam zdjęcie z kolei rzekł „daj tata, ja chce klikać” … ojciec nic nie podejrzewając zapisał pracę i dał dziecku muszkę – a te zaczęło szparować literę 3D i to całkiem przyzwoicie. (więcej…)
Na szybko chciałbym się dowiedzieć co jest lepsze – zajawki i post na podstronie czy publikować cały post do tej pory … gdybym miał trochę czasu więcej pewnie bym jakąś ankietę zainstalował i sprawdził. Choć może coś na szybko podczepię. A jednak można błyskawicznie coś znaleźć, problem że nie chciałem nieostylowanego elementu dodawać – a więc jak ktos chętny rozwiązać moje dylematy to zapraszam. (więcej…)
Tydzień bez pracy mija a ja nie czuję żebym wypoczął. Wpierw latam z młotkiem i śrubokrętem, potem ze szpachlą i pędzlem a na koniec ląduje w łóżku z bolącym gardłem – cholera znów narzekam!
Synek rośnie i zmienia się na oczach, ledwo to było maleństwo do noszenia na rękach a już trzeba się ganiać i wygłupiać razem. Jutro trzeba będzie grać w nogę na podwórku a zaraz potem lecieć na zebranie w szkole.
Ktoś mądry kiedyś powiedział że dzieci są po to żebyśmy widzieli jak szybko się starzejemy.
Trzeba chwytać chwilę, szkoda każdego dnia … mimo że przez całe życie ta dewiza w pewnym sensie mi przyświecała to teraz po mojej chorobie zdecydowanie dobitniej to dociera do mnie. Co z tego że jesteśmy śmieszni, postrzegani jako inni – ważne żebyśmy sami z sobą czuli sie dobrze. Ja nie czuję się teraz komfortowo więc lecę po pomoc, co by dnie znów były weselsze i żeby najdrobniejsze sprawy dawały przyjemność.
Filipek zaczyna mówić, „kółko” czasem brzmi jak „kołko” ale nikt szkraba nie uczył tego a dodatkowo pokazuje koła w samochodzikach przy tym albo np. okręgi w książeczkach. Wczoraj przed snem, powtórzył „id lu lu” po tym jak powiedziałem że idziemy lulu :) 14 kilo radości i słodyczy.

Dzięki nowemu sprzętowi do focenia poświęcam też sporo czasu na utrwalenie tej słodyczy :)
Sprawa w ciągu 14 dni powinna zostać załatwiona definitywnie, w tej chwili opublikuje sprostowanie którego wymaga właśnie podpisana umowa:
Hypercube i Michał Galubiński doszli do porozumienia w sprawie projektu strony saint-row.pl, podpisana została umowa o przekazaniu pełni praw majątkowych do tego serwisu. Umowa ta, wraz z spełnieniem wszystkich jej warunków, kończy jakiekolwiek spory. Częścią jej są odpowiednie sprostowania umieszczone na stronie http://misz.net oraz na wszystkich stronach trzecich gdzie Michał Galubiński wypowiadał się na temat konfliktu z Hypercube.

I chyba to wszystko na ten temat.
Na farmamarketing.info piszę posta o relacjach zamawiający – wykonujący usługę (na przykładzie projektów webowych oczywiście), i zacytowałem anegdotkę z mojego życia. Może się komu przyda w rozmowie z klientem.
Parę lat temu pracując w ZigZagu:
Klient siedzi obok monitora i dyryguje co, gdzie, w jakim kolorze, jakiej wielkości – ja zrezygnowany (projekt wygląda jak … 7 nieszczęść, embosiki na wszystkim nie wyłączając logo), chcąc jak najszybciej upartego klienta „zadowolić” zaczynam się zgadzać i nie spierać widząc że i tak to nie ma sensu. W pewnej chwili klient wymyśla aby wstawić mu jakiś element jeszcze …
grafik: nie da się wstawić tutaj tego.
klient: jak się nie da, ja płace, ja chce, ma się dać!
grafik: … Pan sprzedaje rury … a ja właśnie dom remontuje …
klient: to się świetnie składa [gęba rozpromieniona].
grafik: a więc potrzebuje rury o średnicy maksymalnie 5cm, miedziane i wie Pan co ścianki muszą mieć co najmniej metr grubości.
klient: ale takich rur się nie da zrobić!
grafik: jak się nie da, ja płace, ja chce, ma się dać!
Zrozumiał
Po jaką cholerę się ekscytować webdesingiem, plagiatami, dyskusjami … jutro o nas i naszych pracach nikt nie będzie pamiętał! To co tworzymy na dyskach zniknie po ich wyłączeniu, gdybym odszedł najdalej za rok znikną wszystkie moje strony, max 2 lata zmienią szatę serwisy dla których coś zrobiłem, w galeriach on-line o naszych „dziełach” zapomną i zasypią je stosami zachodów słońca czy kotkami.

Jaskiniowcy zostawili ślad który zachwyca ludzi od tysięcy lat, wielcy malarze zostawili obrazy które trwają setki, kowal czy stolarz stworzyli przedmioty które cieszą oko pokolenia a graficy tworzą wirtualne dzieła które tyle trwają ile dostarcza się prąd do obracających namagnesowanych talerzy z zerami i jedynkami. Zastanawiam się że moja praca to nawet nie rzemiosło … po popijającym po kątach tanie wino drukarzu więcej zostanie niż po nas. Za 10 lat śladu po nas nie zostanie, i to jest cholera strasznie dołujące – zazdroszcze mojej żonie która w DTP siedzi. Aż sam czuje się mało ważny i taki ulotny.
Znów zasuwam pociągiem relacji Warszawa – Dęblin, sam w przedziale i sumuje ten rok. Dla mnie jest średnio udany, prywatnie klapa, zawodowo … moja praca stała się niewdzięczna – więc też dupa. Największy pozytyw to syn, którego niestety widuje tylko w raz w tygodniu robiąc 250km.
Jakoś tak wyszło że niezbyt udało mi się też po świętować … klienci zamykali budżety, PMi nabrali jak głupi projektów z czasem realizacji od tygodnia do max 3 i cały dział graficzny siedział i do ostatniej chwili w wigilię i do końca sylwestra żeby pozamykać zadania. Cała firma pusta od dwu tygodni i tylko Project Managerowie przed wigilią i swoimi wyjazdami w góry czy do ciepłych krajów rzekli że moja winą jest ten nawał roboty „bo sobie narobiłem tyłów i każdy to wie”. Huk z tym ze 2 dni wcześniej siedziałem 34h bez przerwy żeby dupę ratować innemu PMowi, bez znaczenia jest to ze średnia pracy za ostatnie tygodnie wyniosła ponad 16 godzin na dobę, ale usłyszeć takie słowa w podzięce za wykonanie wszystkich projektów i jedynie odmowy wykonania natychmiast drobnej zmiany to już mnie rozwaliło.
Pablo się przestraszył że zaraz człekowi w pysk dam – i miał racje, sekundy dzieliły moją pięść od twarzy petenta, szczęście moje i jego ze moje niecenzuralne wrzaski spowodowały wycofanie się z zasięgu moich rąk. I tak człowiek się dowiaduje ile jego praca jest warta. W firmie od roku kiedy zasygnalizowałem pewne problemy nie tylko się nie poprawiło, co jakość pracy, relacje, rozwój czy satysfakcja poleciały na łep na szyję w dół.
Dział IT podobno nie ma takich problemów … choć z moich rozmów wynika co innego, jeno się głośno nie pieklą, wychodząc z założenia że to nie ich problem kiedy wyciekają pieniądze. Niestety mnie głupota, brak myślenia i krótkowzroczność doprowadzają do furii i cicho siedzieć wtedy nie potrafię. Wychodzi że jestem kiepskim dyrektorem … bo ciężko mi iść na kompromisy.
Ciężko się będzie rozstawać bo kupę czasu, energii, kasy i serca włożyłem w ta firmę ale jak nic się nie zmieni natychmiast to zacznę się rozglądać za czymś innym. Lubię jak mi dziękują za dobra robotę i lubię robić to co mi wychodzi najlepiej zamiast się użerać o jakieś pierdy.
Podobno zaraz nowy rok, mnie jakoś to nie napawa szczęściem czy podnieceniem – jednak życzę wam wszystkiego naj, żebyście nie stracili tej dziecinnej radości życia, która mnie jakoś ostatnio umyka.
Biegam co rano po plaży, udało mi się w końcu żonę wyciągnąć na „wczasy”, sam w zgodzie z zaleceniami lekarzy nawdycham się jodu i może trochę odpocznę. Odpoczywam też od komputera a więc przez najbliższy tydzień moja aktywność zdecydowania zmaleje.

Ale nie podaruję sobie podrażnienia kilku osób siedzących w robocie i starających się nie myśleć o tym co można by innego robić – siedzę przed szklaną ścianą na super wygodnym krześle i patrzę się na śliczne widoczki, sączę piwo i sobie klepie wpis na blogu :) nie cierpię morza bo niewiele można tu robić (to stwierdzenie z filipem obok brzmi mało prawdziwie) ale za to uwielbiam jego zapach i tą rześkość wiatru od strony morza. Dobrze że jesteśmy w małej miejscowości, ludzi nie za wiele można znaleźć nawet 100m „swojej” plaży a i knajpki wydają się lepsze – takie bardziej zadbane z mniejszym przerobem.
Ale żeby nie było tak pięknie Filipek ma dziś cały dzień dość wysoką temperaturę, albo dalej ząbkuje albo ma 3 dniówkę … nie wiem co lepsze, chciałbym żeby przestał być marudny i nie dla tego że jestem zmęczony i ręce mi odpadają ale że plączący maluch kroi mi serducho na kawałki. Jak jutro nie bedzie lepiej rano to marsz do lekarza, taka gorączka jest męcząca dla maluszka i chyba niezbyt dobra. Strasznie trudno znaleźć konkretną informację na temat chorób dzieci, gdzieś tam jakaś szczątkowa informacja gdzie indziej sprzeczna z poprzednią – muszę prezesowi zasugerować może zmianę tego stanu rzeczy. na razie wracam do niunia, może da się zdrzemną zanim się obudzi, powinien dostać paracetamol o 00:30 … zieeeeewwwww
Wpisy na tym blogu są prywatnymi sądami autora (autorów). Za komentarze, zgodnie z polskim prawem właściciel nie odpowiada. Zastrzegam sobie możliwość niedopuszczenia do publikacji komentarzy będących spamem, niezgodnych z polskim prawem lub netykietą.
Zezwalam na cytowanie z podaniem źródła.
Oparte na WordPress. Designed by misz na podstawie zakupionego szablonu



