"
Wypadłem z obiegu na jakiś czas, reperkusje przygód medycznych z zeszłego roku. Człowiekowi wydaje się że wszystko ok aż coś znów nie wylezie – niestety chyba skaziło mnie to wszystko do końca dni moich (choć mam nadzieje że nie).
Ogarniam się, mam tyle spraw zaległych że cały tydzień będę pisał maile, smsował i sprawdzał które zadania mi wiszą. Klienci mnie za jaja powieszą! Niecierpliwych uspokajam – na dniach podziele się mnej lub bardziej głębokimi myślami.
"
A więc wygrałem … tylko co 6 tygodni mam sie meldować na badania i 4x w roku robić tomografie. Plecy mogą boleć do końca życia, ale jakoś dziś ból mniej przeszkadza :)

Idę się uwalić, wypić za syna, napić imieninowo, nawalić ze szczęścia.
"
Przyszedłem na jeden dzień tylko na „wlewke” (czyli średnia kroplówkę która zwala z nóg max na 2 dni), jak na razie przeleżałem sobie 4 dni z temperaturą 39 z hakiem aż doszli do wniosku że przy zerowej reakcji na antybiotyki i leki obniżające temperaturę trza mnie lodem obłożyć – podziałało leże już kolejne 3 dni i nawet wczoraj dałem rade się przespacerować jakieś 200m … choć jak się położyłem to jakoś odczułem to jakby 1000m sprintem zrobił. Nic to, dobrze że lepiej, choć strach przed następnym kursem – skoro do poprzedniego podszedłem w pełni sił a był tak wykańczający to co po terapii 3 antybiotykami które z wyjścia do toalety robią wyprawę? Wiem jak czuje się człowiek stary, ciekawe doświadczenie, chciałbym być tylko na swoja prawdziwą starość cholernie szczęśliwy i nie mieć tyle zmartwień.
Filip rośnie szczęśliwy i wciąż głodny, miałem krótką przerwę kiedy mogłem go zobaczyć potrzymać na rękach (jakie człowieka ogarnia przerażenie kiedy pierwszy raz takie maleństwo ma wziąść w ręce) – cudowne uczucie :) Za słaby byłem żeby więcej popomagać żonie ale na szczęście teściowa zakochana w wnuku po uszy pomaga jak może. Jakie to frustrujące że nie można własnym dzieckiem zająć sie do końca, przede mną nauka ubierania, przewijania, pielęgnacji i kompania. Dostałem zdjęcia wczoraj od mojej połowy – specjalnie dla mnie jechała 100km żeby mi je samemu dać i chwile posiedzieć – rodzina to podstawa i mam w głębokim poważaniu jak banalnie to brzmi.
"
Patrząc na informacje dotyczące tej dziedziny medycyny człowiekowi opadają ręce. Słysząc co faceci sami o tym mówią opada już wszystko inne. Najlepszym miejscem gdzie znalazłem informacje o raku jądra, dla zwykłego człowieka, wraz z instrukcją samobadania jest gejowska strona innastrona.pl – nie ujmując gejom, ja kiedy zorientowałem się gdzie jestem nieco się zmieszałem. Leżąc w szpitalu dowiedziałem się że większość osób na raka leczono antybiotykami czy innymi specjałami, czasem po kilka lat! Przez ten czas nowotwór przerzucał się na jamę brzuszną płuca czy nawet mózg. A wystarczyło się zastanowić …
Postawa zainteresowanych też jest na poziomie, aż zacytuje „jak ja powiem pannie że mam jedno jajo” – straszne. Drugie jądro przejmuje wszystkie funkcje jeśli chodzi o płodność oraz dostarczanie hormonów do organizmu. Rzadko się zdarza żeby oba jądra były zaatakowane przez nowotwór (poniżej 1% z tego co czytam) więc co za problem – zawsze można sobie protezę silikonową wstawić i ukrywać do końca życia (jak mi lekarz protezę zaproponował to parsknąłem śmiechem – powiedziałem że chce być zdrowy i mam inteligentną żonę). Za to psycholog mówi na pogadankach dla pacjentów że grono przyjaciół i znajomych taka informacja zweryfikuje – zobaczymy.
"
Na 3 dni mieli mnie zamknąć i truć a tu okazuje się że mam zapalenie po operacji i wpierw otwierają mnie z powrotem (jutro) a potem leczą z zapalenia i dopiero chemią strują. Pochlastać się … ok żona mi syna urodzi na 100% jak ja będę leżał i kwiczał tu sam. Żeby tylko szybko bezboleśnie i zdrowo sie to odbyło.
Jak „dobrze” pójdzie to jedyne moje dziecko, przez 2 lata nie wolno mi się starać a potem podobno żona za stara będzie – zobaczymy za 2 lata ;) ja bym chciał jeszcze córę. Może adoptować? Na wszelki słuczaj, bo po chemii istnieje prawdopodobieństwo wystąpienia bezpłodności, zamroziłem nasienie – reprodukcja tak genialnych genów nie może być przerwana przez jakiegoś raczka ;) … całkiem przyjemna atmosfera, i naprawdę niekrępująca obsługa. A nigdy nie wiadomo co za kilka lat będzie – a tak człowiek zabezpieczony (zawsze to słowo mi sie kojarzyło zupełnie z czymś innym) – ale sie światopogląd zmienia.
"
Żona mi popuszcza wody … pytanie kto pierwszy do szpitala, ja na chemię czy ona rodzić filipa. Przyznam się że na operacje się nie bałem pójść ale na chemie lub na poród boje się jak cholera! Lekki nerw człowieka łapie na myśl że to wszystko się ponakładało, zdecydowanie wolałbym bać się na sali porodowej. Jak nic wyjdzie że ja pod kroplówką będę rzygał dalej niż widzę a tam moja kobieta będzie rodzić mojego syna …

a filip ziewa na filmie z kwietnia :) żeby zdrowy był to najważniejsze, choć jak człowiek sobie wyobraża że podczas narodzin będzie obok to jakoś tak nie może się pogodzić z myślą że jednak będzie inaczej niż sobie wymarzył.
"
Człowiek siedząc w domu i będąc nieco ograniczonym ruchowo siedzi, czyta, próbuje sie uczyć i kombinuje. Tak se wykombinował że może poczyta o szpitalu którego jest obecnie wdzięcznym pacjentem. A więc google i … dupa, dobra może podać całą nazwę i … znów to samo, ok to Panorama Firm i … też nie ma adresu. Człek se myśli nie mają strony, super – mogę się spróbować odwdzięczyć i zrobie – ale nie ustawa jest i strona musi być, łarze szukam i w końcu przez jakąś podstronkę serwisiku udaje mi się trafić na oficjalną „stronę„.
Komentować jakości nie będę, wysłałem propozycję do kilku znajomych, sam się zabieram zrobię nawet jeśli nie będą chcieli stronę najlepiej jak potrafię, jasną, czytelną i przede wszystkim na poziomie jaki szpital reprezentuje – gdyby ktoś chciał pomóc chętnie się podzielę pracą. Najwyżej zrobimy nieoficjalną stronę szpitala i będę ją promował i pozycjonował jak się da.
Pozostaje jeszcze kwestia czy CBA nie zacznie węszyć w tym przekupstwa albo minister Ziobro nie dopatrzy się zabójstwa … ja zaryzykuje konflikt.
Centrum Onkologii Instytut im. M. Skłodowskiej-Curie
02-781 Warszawa, Roentgena 5 – woj. mazowieckie
tel. 022 546 20 00, fax. 022 648 02 19
Zobacz też:
Ogłoszenie dla fotografa
"
Pobyt w szpitalu czy ciężka operacja, czy nawet choroba nie budzą we mnie takich emocji jak to że ten fakt ukrywam przed żoną. Cyrk na kołkach wydawało by się … albo tragikomedia.

Od poniedziałku „poleguje” sobie w szpitalu na Ursynowie i wszystko było by ok, gdyby Ania nie była na początku 9 miesiąca. Ile razy o niej myślę, ile razy rozmawiam ryczę jak bóbr … niby dorosły facet. Cała rodzina kombinuje ze mną jakby tu odwieść kobietę potrzebującą właśnie w tej chwili największego oparcia w swoim facecie od jakiejkolwiek komunikacji. Dziś miałem rano tego już dość, meli mnie wypuścić a tu nawet nie wiadomo czy jutro pojadę do domu, trochę mnie to zdołowało.
Uciekając od myśli które mnie trapią, w szpitalu na korytarzy wiszą instrukcje i plakaty leków i narzędzi które mnie przyprawiają o dreszcze … powinienem z psychologiem porozmawiać bo boje sie tam wychodzić. Zdecydowanie chętniej widziałbym coś bardziej optymistycznego – na razie leki przeciwbólowe i może uda się kolejną godzinę przeczekać.
"
Już po – wszystkich w koło trzeba było pocieszać przed, po już siły nie miałem ale zdecydowanie zamiast zatroskanych min wolałbym … coś innego. Strasznie spokojnie do tego podszedłem – i dziękuję za to bogu (patetyczne?), mam nadzieje że nie pęknę – mam za wiele obowiązków teraz.
Sama zabawa w krojenie była wkurzająca tak dla lekarzy że mnie w końcu uśpili mimo znieczulenia które wcześniej wwalili mi w kręgosłup – chyba moje żarty im nie przypadły, a to palcem z czujnikiem sobie stukałem wiec im sprzęt włączał alarm że serce mi zaraz rozwali, a to głową kręciłem, a to gadałem i brzuch mi sie ruszał – po jaką cholerę wkuwali mi sie 4 razy w kręgosłup, od razu było uśpić. Żeby jeszcze mnie bardziej uspokoić to mnie przez noc faszerowali morfiną (dla ciekawych informacja – żadnych ciekawych odczuć) … dobrze że choć następnego dnia moje nastawienie i dobre samopoczucie psychicznie ich ucieszyło – gdyby nie to do końca życia zostałbym chyba ponurakiem.
Pisze tak luźno o tym ale muszę przyznać że lekarze tam pracują (tu brak mi słowa bo „wspaniale” to za mało powiedziane) i szaleńczym tempie, a pielęgniarki i pozostały personel powinien być na rękach noszony za ciepło i pomoc. Tak zaciekle walczą w szpitalu, gdzie każdy pacjent w jakimś procencie jest już po drugiej stronie, że człowiek robi się taki malutki w sobie. Nie życzę nikomu oglądać tyle cierpienia, ale gdyby (odpukaj) to życzę takiego leczenia i tyle wiary ile „oni” pokładają w umiejętności i czasem cuda.
Przyznam się że sporo zawdzięczam osobie która nic o tym nie będzie wiedziała, przedwczoraj podczas zapisywania sie do szpitala zobaczyłem Szaranowicza idącego korytarzem z kroplówką i kupą rur, lekko kiwnąłem mu głową a on uśmiechnął się równie delikatnie jak ja skłoniłem ale też z taką siła że opuściły mnie jakiekolwiek wątpliwości. Z rakiem da się wygrać – to nie jest wyrok.
"
Dość ciekawe dowiedzieć się że nie bolą cię plecy ale masz raka … plecy bolą dalej, rak gdzie indziej a jeszcze miękkie nogi.