Przyszedłem na jeden dzień tylko na „wlewke” (czyli średnia kroplówkę która zwala z nóg max na 2 dni), jak na razie przeleżałem sobie 4 dni z temperaturą 39 z hakiem aż doszli do wniosku że przy zerowej reakcji na antybiotyki i leki obniżające temperaturę trza mnie lodem obłożyć – podziałało leże już kolejne 3 dni i nawet wczoraj dałem rade się przespacerować jakieś 200m … choć jak się położyłem to jakoś odczułem to jakby 1000m sprintem zrobił. Nic to, dobrze że lepiej, choć strach przed następnym kursem – skoro do poprzedniego podszedłem w pełni sił a był tak wykańczający to co po terapii 3 antybiotykami które z wyjścia do toalety robią wyprawę? Wiem jak czuje się człowiek stary, ciekawe doświadczenie, chciałbym być tylko na swoja prawdziwą starość cholernie szczęśliwy i nie mieć tyle zmartwień.
Filip rośnie szczęśliwy i wciąż głodny, miałem krótką przerwę kiedy mogłem go zobaczyć potrzymać na rękach (jakie człowieka ogarnia przerażenie kiedy pierwszy raz takie maleństwo ma wziąść w ręce) – cudowne uczucie :) Za słaby byłem żeby więcej popomagać żonie ale na szczęście teściowa zakochana w wnuku po uszy pomaga jak może. Jakie to frustrujące że nie można własnym dzieckiem zająć sie do końca, przede mną nauka ubierania, przewijania, pielęgnacji i kompania. Dostałem zdjęcia wczoraj od mojej połowy – specjalnie dla mnie jechała 100km żeby mi je samemu dać i chwile posiedzieć – rodzina to podstawa i mam w głębokim poważaniu jak banalnie to brzmi.
Powiazane wpisy:
- Wracam do życia
Wreszcie trochę nadziei, więcej siły (psychicznej) i więcej chęci :) Czas na nowe, wreszcie działające, portfolio + stronę firmową. Czas... - iPada dzien pierwszy
Wczoraj miałem okazje „pobawić” się jedynie ze 2-3h iPadem, dziś trochę więcej – jadąc do pracy glądnąłem kawałek filmu i... - Carpe Diem
Tydzień bez pracy mija a ja nie czuję żebym wypoczął. Wpierw latam z młotkiem i śrubokrętem, potem ze szpachlą i...



31 lipca 2007, godzina 19:14
Kurcze, piszesz tak, że muszę się odezwać. Na wiosnę wylądowałam z kilkuletnim synkiem w Centrum Onkologii i Hematologii Dziecięcej z podejrzeniem choroby rozrostowej( generalnie białaczka).Miesiąc stresu – myślę, że własna choroba to jednak mniejszy zgryz niż choroba jedynego dziecka- na szczęście podejrzenia się nie potwierdziły. Ten pobyt była dla mnie totalnym szokiem.Generalnie rodzice snujący sie po korytarzach byli w dużo gorszej formie niż dzieciaki, które cieszyły sie każdą chwilą wolną od zabiegów.Nawet stojaki do kroplówek wykorzystywały jako hulajnogi. Spotkałam tam 17 – latka bardzo poważnie chorego, na początku jego leczenia. Najsilniejszy i najbardziej poukładany facet jakiego w życiu dane mi było poznać. Jego motto : ” wszystko kryje się w głowie człowieka”. Od razu założył że sie nie da, tylko ze stoickim spokojem planował poszczególne etapy leczenia, a plan założył od razu 5 letni. Miał w sobie taki power – i niech to sobie banalnie brzmi- że po chemii nawet mu kurna płytki nie spadły. Ty chyba jesteś taki sam. Tak trzymaj. A ja teraz trzymać będę kciuki za was dwóch.
31 lipca 2007, godzina 21:18
taki radosny nie jestem, raczej optymistycznie nastawiony – mam dla kogo. nie wyobrażam sobie i nawet nie chce swojego dziecka, żony czy bliskiej osoby w podobnej sytuacji, nie chciałbym żeby ktokolwiek był w podobnej. mnie jednak pozytywne myślenie nie ochroniło przed spadkami, tu niestety wiek odgrywa też rolę – 16 letni chłopak z którym drugi raz leżałem też miał świetne wyniki i czuł się świetnie … a ja jak sam lekarz stwierdził na tego raka i tą terapie jestem za stary żeby nie było komplikacji. trzymaj kciuki za wszystkich, może to banalne ale im też się przyda … dziękuję i jak wszyscy tu sobie życzymy „żebyśmy się tu (w szpitalu) nie spotkali”.