Człowiek sie zakochuje, postanawia założyć rodzinę i zmienia się. Wydaje mu się że mąż i ojciec powinien zachowywać sie tak i tak, słucha żony i dzień po dniu staje się wyobrażeniem a nie sobą – takim miksem własnych wyobrażeń i cudzych oczekiwań (a przynajmniej tego co mówi). To nie jestem ja! Nie chce i nie mogę tak dalej.
Coś we mnie krzyczy i się buntuje.
Wczoraj usiadłem do papierów, siedząc przy fakturach i próbując myśleć o tym z czego zapłacę vat za nieopłacone usługi coś we mnie pekło. Uchlać mi sie nie udało, film jaki sobie puściłem oczywiście był smętny i szybko doszedłem do wniosku że nie chcę go oglądać, a spacer po nocy nie zagłuszył myśli jak zawsze – nie dał ukojenia.
Kiedy zachorowałem, powiedziałem sobie że muszę żyć dla żony i mojego syna, teraz nie wiem czy bym zdecydował się na leczenie. Miałem naprawdę udane życie, cholernie intensywne, ciekawe, robiłem to co niwielu – co chciałem i co mi sprawiało satysfakcję. Uśmiecham się patrząc wstecz, ale już patrząc w przyszłość nie potrafię.
Przez ostatni rok zmieniłem się strasznie, z niepoprawnego optymisty w kogoś komu prawie nic nie sprawia satysfakcji. Choroba mnie nie złamała, ale szara rzeczywistość … jadę do syna, ostatniej kruszyny dla której warto się uśmiechać …
Powiazane wpisy:
- Poprawki kontra zmiany
Pewien człek przyszedł do salonu samochodowego i poprosił o zaoferowanie mu eleganckiego i funkcjonalnego auta z niekoniecznie nie wiadomo jakim... - galubinski.info & zmiany na blogu
Umyśliłem zrobić CV on-line z galeryją prac. Tyle niewykorzystanych projektów szwenda się po dysku że z przygotowaniem nie ma problemu... - Upływający czas
Pozwolę sobie na chwilkę głębszych przemyśleń … Całkiem niedawno pierwszy raz przeraził mnie upływ czasu, po prostu uświadomiłem sobie że...



2 listopada 2008, godzina 11:39
Jesienna deprecha czy coś więcej? Myślisz, że to permanentna zmiana czy też jest jakieś drugie dno? Może coś chodzi Ci po głowie, ale nie umiesz tego nazwać? Może potrzebujesz zmian z wyboru, ale nie umiesz go dokonać?
2 listopada 2008, godzina 16:08
Przejściowe. Tez tak miałem, chociaż nie mam jeszcze dziecka. To po prostu wyższy stopień wtajemniczenia :D
Trzeba zwolnić trochę i za jakiś czas kolejny punkt zaczepienia sam się znajdzie :)
3 listopada 2008, godzina 04:57
Wyobrażam sobie przez co przechodzisz, może jestem jeszcze gówniarz w porównaniu z Tobą ale już miałem podobną, ciężką deprechę, też szukałem sensu. Najlepiej zrobisz jak nie zemkniesz się ze swoim problemem lecz poprosisz o pomoc rodzinę lub przyjaciół.
Weź też pod uwagę że choroba zmienia także Twoich bliskich… aż za dobrze o tym wiem.
3 listopada 2008, godzina 10:29
Nie będe się powtarzał po Kuraku – ale napisał dokładnie to co ja bym napisał :)
4 listopada 2008, godzina 00:57
ziom, przypomnij sobie jak wyglądało twoje zycie 3-4 lata temu i ile sie do tej pory zmieniło. to co sie wydarzy przez nastepne 3-4 zalezy od ciebie. świadomość lubi roić w głowie koncepcje poszukiwania sensu życia. zawsze chce się więcej. jedni mają uczucie potrzeby zaspokojenia braku, inni żal niespełnienia i zjedzonych marzeń. każdy ma tak samo racje jak i jest w błedzie. nikogo nie cieszy wybór między opcją pchania albo opcją ciągnięcia swojego jestestwa. dotychczasowe filozofie poległy w poszukiwaniach dolepiając sobie wymówki dogmatów. reguł nie ma, sensu nie stwierdzono, możesz robic co chcesz. kwestia tego na co masz ochotę.
sejwować nie można i pełen wyswig ale poki jesteś w grze: wygrywać, przegrywać i zaczynać od nowa mozesz do woli.
5 listopada 2008, godzina 11:52
nie zazdroszcze sytuacji.. ale po części rozumiem Ciebie i tą sytuację… Wszystko jest względne a przeszłość radosna a przyszłość nieciekawa..
6 listopada 2008, godzina 10:08
czlowiek wielokrotnie sie zastanawia dokad zmierza i czy to wszystko co robi ma sens…
po prostu czasami tak jest ze traci sie smak, to co do tej pory cieszylo przestaje dostarczac radosci, a w glowie klebi sie tylko jedna mysl. PO CO TO WSZYSTKO, a moze dac sobie spokoj?
Weź pod uwagę, że każda taka próba wzmacnia…
14 listopada 2008, godzina 04:55
chlodne zimowe czekanie na nocny z pod melanzu mi sie przypomnialo :D
15 listopada 2008, godzina 00:20
Praca, praca, praca.. Świata nie widać, ciągle gdzieś biegamy. Jedyna chwila dla siebie przychodzi dopiero w nocy gdy tak naprawdę trzeba już spać. Człowiek nie czuje czasu, nie widzi tego, że gdzieś on ucieka. Ja czasem gdy się budzę myślę sobie: Stary co ty robiłeś 2 dni temu? Dlaczego tak mało czau poświęcasz bliskim? Czy oni zawsze będą przy mnie? A może przez ten pęd życie przeleci mi między palcami? No tak tylko jak tu się zatrzymać?
Bywają dni gdy to co sprawiało mi radość przestawało cieszyć. Jesień to kiepska pora i takie myśli przychodzą do głowy. Trzeba wziąć czas w swoje ręce i zaplanować dni – śmieszne ale prawdziwe. Oderwij się od pracy, zobacz że poza nią też jest życie. Podgoń je. Żyj dla syna. Przyjdą dni ze wszystko znów będzie dobrze. Zło tez ma swój koniec.
Kiedyś przeżywałem też ciężkie dni i nic nie było w stanie mnie pocieszyć ale przyszedł moment i nabrałem sił.
21 listopada 2008, godzina 00:09
czytam Twojego bloga od dluzszego czasu, ale nie mialem potrzeby komentowania..
‘miałem naprawdę udane życie’
nie miales, ale ciagle masz i to jak wygladac ono bedzie dalej zalezy od Twoich decyzji,
kazdy ma takie chwile, musisz byc facetem i stawic temu czola,
zreszta to sa oklepane gadki, dzieli nas roznica pokolenia i pewnie nie mam pojecia o czym piszesz,
trzymam za Ciebie kciuki i mam nadzieje, ze to chwilowe rozladowanie baterii,
pozdrawiam
21 listopada 2008, godzina 02:04
Chyba najlepsze co można zrobić to być jak najwięcej z bliskimi… To oni dają sens życia…
22 listopada 2008, godzina 18:32
gdzie sie podziewasz, Miszu?
odezwij sie do ludzi! :)
25 listopada 2008, godzina 13:38
Zagladam kazdego dnia z nadzieja, ze jakas nowa notka sie pojawi, a tu pustka ;(