Polityk kontra prawo autorskie

O Violetcie Porowskiej usłyszałem kiedyś przy okazji jakiejś sprawy z mechanikiem samochodowym, kompletnie mnie to nie zainteresowało ale jakoś utkwiło w pamięci jako przykład jak politycy traktują zwykłych ludzi dla których to niby pracują. Wydawało mi się że polityk powinien dawać przykład i jeśli popełnia błędy to po prostu powinien naprawić co spaprał bo wszyscy się mylimy.

Tydzień temu trafiłem na wpis na futomaki o fotografie który twierdzi że został okradziony z zdjęcia. Jakoś nie mam zdania o winie czy nie winie za to zdarzenie, bo znając rzeczywistość to większa pewnie wina studia projektującego stronę niż Pani Violetty. Acz prawo mamy takie a nie inne i poszkodowany musi zwrócić się do obecnego właściciela z roszczeniami. I tu była najciekawsza reakcja, tłumaczenia, wyjaśnienia prawnika i słowa Violetty Porowskiej …

Z wypowiedzi medialnych Pani Violetty Porowskiej dowiadujemy się, że takie zdjęcie nie jest warte 20 zł, że jeśli złamiemy prawo to nie liczy się fakt naruszenia przepisów prawa, a długość trwania takiego naruszenia, że jeśli coś jest niezabezpieczone to można brać (porównanie radcy prawnego do otwartego samochodu), że jako fotograf amator wykazałem się wybitnym brakiem profesjonalizmu nie zabezpieczając cyfrowo swoich zdjęć (?).
Cytat z bloga fotografa

I nawet miałem coś tam wspomnieć o całej sytuacji ale plany się rozmyły w nawale pracy. Aż wyczytałem że znów ten sam polityk (to że z PiS nie ma znaczenia chyba – choć mam wrażenie że to ugrupowanie najbardziej nagina rzeczywistość i prawo do swojego widzimisię/interesu) ma kolejny problem z prawem i znów prawem autorskim … tym razem „pożyczył” sobie utwór Anny Jantar bez pytania.

I teraz … zwykłego fotografa oskarża o groźby, szantaż czy zniesławienie robi z swojego błędu aferę polityczną zamiast sprawę normalnie załatwić. Ale już w konfrontacji z znaną artystką (Natalią Kukulską – właścicielką praw autorskich Anny Jantar) jest potulna i cicha. Nie ma zarzutów że utwory nie są zabezpieczone więc można je brać i się nie pytać, nie ma zarzutów o atak konkurencyjnej partii czy „nieuczciwe” zagrywki poszkodowanego. Nie zastanawiając się za bardzo człek dochodzi do wniosku że P. Natalia Kukulska ma w odróżnieniu od fotografa dostęp do mediów i mogła by zdecydowanie zaszkodzić wizerunkowi nieuczciwego polityka który z nią zadrze … i gdzie podziała się to nasza konstytucyjna równość :P

Może Pani Violetta Porowska po katastrofie samolotu prezydenckiego bierze też proszki jak jej wódz i przewodnik i po prostu straciła kontakt z rzeczywistością? Śmiem wątpić, raczej jest to przejaw pogardy w stosunku do szaraczka, obywatela nie mającego dostępu do mediów i nie mogącego za wiele zrobić w odpowiedzi na bzdurne zarzuty – taka taktyka zadeptać pluskwę i zakrzyczeć jeśli tylko może mieć cień racji … a krzyczy tym razem dość głośno a na dodatek bez sensu i składu …

Istotny jest sam list [P. Porowskiej, przypis]. Moje filologiczne poczucie smaku i mój szacunek do języka ojczystego zostały wystawione na bardzo ciężką próbę.
Cytat z malarasta

Odniosłem podobne wrażenie choć bardziej mnie przeraził bełkot tej wypowiedzi, najwidoczniej nie mnie tylko (cytując dalej tego samego bloga):

Wspomniane pismo to totalny bełkot, urągający składni oraz logice. Nie mam pojęcia jak ktoś z tak wyraźną dysfunkcją w posługiwaniu się językiem polskim może być osobą publiczną.

Cóż jednych przeraża składnia innych przekaz … dla mnie przekaz jest jasny, politycy mają w dupie prawdę, prawo, obywateli i wszystko co teoretycznie powinno być definicją polityka a społeczeństwo patrzy się, śmieje i klaszcze z radości. Mam nadzieje że choć poszkodowani będą mieli szansę odzyskać swoją własność lub odszkodowania za pogwałcenie ich praw – ja bym nie odpuścił.

Lekkość z jaką osoby publiczne traktują prawa autorskie jest przerażająca i znajdując kolejne plagiaty swoich prac nie trzeba się dziwić – przykład idzie z „góry”. Najbardziej przeraża/rozbawia (niepotrzebne skreślić) mnie że najbardziej mijające się osoby z prawdą krzyczą najgłośniej i robią z siebie ofiary:

Może to zmieni plagę kłamstwa w polityce… Zmieni?
Wyrwany cytar z bloga rzecznika P. Violetty

Rzecznika który to twierdzi że żądania zadośćuczynienia po naruszeniu praw autorskich to prowokacja – istna kpina. Panowie i Panie graficy, fotografowie i muzycy … ja bym zjadł „takich” polityków … ale myślę że też musimy na wszystkim co nasze naćkać znaków i zastrzeżeń bo przecież z otwartego samochodu można, nie łamiąc prawa, zabrać sobie np. radio.

Tagi: , ,

  • Temat rzeka. Ostatnio dochodzę swoich praw w kilku podobnych (choć nieporównywalnie mniejszego kalibru – tu jest to jednak bez znaczenia) sprawach i z jednym zgadzam się w ciemno: nie można odpuścić.

  • Ja na szczęście nie miałem jeszcze takich problemów, w mojej pracy, ale co fakt, to fakt – o ile nie udostępniamy czegoś za darmo i „public domain”, to trzeba w każdym pojedynczym miejscu pisać jak, na jakich zasadach i gdzie można wykorzystać naszą pracę. Tylko w ten sposób unikniemy przynajmniej posądzenia o robienie „cyrku” dochodzenia swoich praw.

  • @Tomasz mylisz się, ja to napisałem z przekąsem, nasze prace są chronione prawnie od chwili publikacji i jakaś powalona polityk nie powinna mieć wpływu na moje czy twoje działania. Nie równajmy do tego poziomu bo im się do końca w głowach poprzewraca.

  • Używasz miszu bardzo kategorycznych stwierdzeń – „mylisz się”, itp. – przyznam, że trochę to odrzuca, ale trudno, taki jesteś, trzeba to uszanować. ;]

    Co do samego komentarza – może nie mam racji, ale też nie do końca. Jestem świadomy tego, że każda nasza praca jest chroniona prawem autorskim, ale w tym konkretnym przypadku ktoś próbuje nam wmówić, że wziął sobie, „bo nikt nie powiedział, że nie można”. Jeśli tylko dopisać gdzieś na samym końcu „wykorzystanie tylko za pisemną zgodą autora”, to odcinamy taką możliwość i mamy wtedy nieco większe możliwości „pokrzyczenia”. Według zasady „żeby nie było że nie mówiłem”.

    Oczywiście nie chcę tutaj rozpoczynać jakiejś kłótni, wydaje mi się, że obaj mamy rację, tylko jest ona minimalnie inaczej wyrażona. ;]

  • Mylisz się co do interpretacji moich słów w których sobie kpię – „co fakt, to fakt” potwierdziłeś to na poważnie. Więc stąd moje kategoryczne stwierdzenie :P a nie kłótnia.

  • Kłótnia zwykle składa się z „kategorycznych stwierdzeń” padających z obu stron. Utrata „kategoryczności” zwykle prowadzi do kompromisu. ;]

    Faktycznie, analizując mój komentarz najbardziej kategorycznie jak się tylko da, mogłeś zrozumieć to w taki sposób. Cóż, trudno, następnym razem będę ostrożniej dobierał słowa. ;]

    // trochę za dużo tej kategoryczności, tak przy okazji ;]

  • „nasze prace są chronione prawnie od chwili publikacji” – mała korekta, Twoje prace chronione są od samego początku, czyli nawet na etapie koncepcyjnym dzieła. Ale to szczegół. Mógłbym tu opisać trochę grubszą sprawę, mając przyjemność/nieprzyjemność pracować z politykami (liderami swoich partii), ale może zostawię to na czasy, kiedy i ja zacznę pisać bloga (a mam trochę do obnażenia ze świata vipów różnej maści).

    Można spróbować pogeneralizować i powiedzieć, że politycy czują się nietykalni i ponad prawem. Im większe hasła mają na ustach, tym większe ich niestosowanie – vide najwięksi wojownicy anty-pornograficzni walą konia na na widok każdego gołego cycka, kończąc karierę wpadką z 12-latką/kiem.

    Tak więc to, że kradną zdjęcia, projekty, czy inne wartości intelektualne, to akurat pikuś.

    Szeroki temat.

  • @Tomasz ale rację muszę przyznać – moje wypowiedzi są często „kategoryczne” :)

  • Zan

    Jest takie powiedzenie: „okazja czyni złodzieja”. To powiedzenie nie usprawiedliwia kradnących, ale jest smutną prawdą.
    W przypadku praw autorskich, w Polsce wciąż jeszcze jest niska świadomość społeczna: nieznajomość przepisów i przyzwolenie na ich łamanie.
    Dochodzi do tego niskie poczucie zagrożenia przez osobę naruszającą prawa autorskie: w przypadku kradzieży radia z otwartego samochodu, chyba każdemu, nawet najbardziej tępemu politykowi, przemknie przez myśl „policja, sąd, więzienie”. A w przypadku wykorzystania cudzego zdjęcia? W najlepszym przypadku „jak ktoś się zgłosi, to najwyżej zmienię zdjęcie/reklamę, ewentualnie przeproszę i po sprawie”. Mało kto boi się kontaktu z wymiarem sprawiedliwości w takich sprawach. Dlatego zgadzam się, że nie należy odpuszczać. Nie wiem, jak wygląda dochodzenie swoich praw autorskich (to kolejny problem), ale bagatelizowanie takich przypadków tylko upewni złodziei, że mogą dalej to robić bez konsekwencji.

  • @Adam Jesionkiewicz: czekamy w takim razie – w moim czytniku na pewno znajdzie się miejsce dla jeszcze jednego kanału RSS.

    @Misz: cieszę się, przynajmniej raz. ;]

  • „Twoje prace chronione są od samego początku, czyli nawet na etapie koncepcyjnym dzieła”

    Wybacz, ale piszesz brednie.
    Praca jest chroniona od momentu jej ustalenia (stworzenia) oraz PUBLIKACJI (choćby jej świadkiem była jedna osoba tylko). Idee ochronie nie podlegają.