W poprzednim poście pozwoliłem sobie zwrócić uwagę na plagiat (moim zdaniem) lecz 2 osoby (w tym jedna dość niecenzuralnie) wykazują że nie mam podstaw do takich oskarżeń. Podobno wskazany przeze mnie projekt jest tylko lekką inspiracją a ja mocno przesadzam :D
Gdybym przesadzał i przeginał to bym porównał „logotyp” G2 z logotypem K2 dowodząc w ten sposób że „autor” ściąga pomysły z kąd się da.

Ale nie będę przeginał bo choć dam sobie rękę uciąć że tak właśnie było to jednak różnica (jakościowa też) jest znaczna. Więc czemu się czepiam? Choć tu też są różnice … podobno kompletnie różny układ nie pozwala mi na twierdzenie autorytarnie że nastąpiła tu kradzież … tylko na mój gust układ jest identyczny, a różnice wynikają jedynie z innej zawartości!

Zielone napisy wskazują różnice – w tym wypadku po prostu zabrakło funkcjonalności i materiałów (i zapewne umiejętności) do uzupełnienia w 100% zgodnie z oryginałem.
Ok – kolory są te same oddzielenie stopki od kontentu, ale układ jest inny
Niby układ raczej nie może być przywłaszczany przez jednego autora ale w połączeniu z kolorystyką o której już wspomniano wcześniej …

… w której to różnice chyba pochodzą jedynie z błędów próbkowania skompresowanego jpg z projektem … tak z pełną świadomością nazywam plagiatorami. I przyznam się że maluczki chyba jestem bo mam z tego radochę, a jak komuś żal studenta to mam go w poważaniu.
PS. Pan Gawryś dziś się skontaktował w sprawie spornego projektu i przeprosił za swoje działania … ja ze swojej strony przedstawiłem warunki które zostały przyjęte i jeśli zostaną spełnione do końca tygodnia to sprawę uznamy za rozwiązaną.
Powiazane wpisy:
- No i kolejny plagiacik
Miesiąc nie minął a dzięki Tomkowi mam rozrywkę na wieczór w schronisku – poganiać za kolejnym plagiatorem. Tym razem gościu... - Proszę to wyróżnić bardziej
Nie miałem dziś w robocie weny i łaziłem sobie bez celu chwile po stronach szukając przy okazji w myślach pomysłu... - Projekty vs kiepskie monitory
Jakub Michalski zadał pytanie na FB które spowodowało mój słowotok … ale facebook nie od tego żeby w komentarzach zostawać...




27 lutego 2010, godzina 10:48
Żadna inspiracja, wzorowanie się, czy też może zapatrzenie się w Twój styl, który sni mu się po nocach, tylko żałośniutka, zasraniutka 100% kradzież, kolesiowi nawet nie chciało się udawać że robi coś swojego.
27 lutego 2010, godzina 15:27
Ciekawe kto jeszcze będzie bronił tezy, jakoby to była tylko inspiracja skoro sam Pan Gawryś uderzył się w pierś i przeprosił.
27 lutego 2010, godzina 16:34
Plagiat to forma pochlebstwa, trzeba się z tego cieszyć! A poważnie, miło że Pan Gawryś chociaż przeprosił, mógł iść w zaparte i uznać, że nic o tym nie wie i że to przypadek. Ewentualnie spytać „ale o co Ci chodzi, lol”, jak mnie kiedyś ktoś :)
Swoją drogą, jakieś pięć lat temu Internet zjadłby taką pracę na śniadanie, a dziś pojawiają się głosy, pewnie nie lepszych, obrońców, rzucających na prawo i lewo, że wszystko to tylko „inspiracja”.
27 lutego 2010, godzina 22:29
Szanuje Twoją osobę jako projektanta i nie ukrywam, że Twoje prace są dla mnie wyznacznikiem jakości w środowisku internetowym, jednak boli mnie fakt że wszystko traktujesz bardzo personalnie.
Jak ktoś Cie chwali – to nagłasniasz sprawę, ale jak ktoś pisze coś niepochlebnego (a nie wydaje mi się żebym Cie obraził) to robisz z tego afere.
Chciałem tylko zaznaczyć: NIE BRONIE Pana Gawrysia, nie znam go nawet. Chciałem tylko przedstawić fakt, że internet to takie medium, w którym prawie wszystko można podciągnąć pod inspiracje. Nie było moją intencją krytykowanie Ciebie miszu, a raczej ciekawość jak potoczyłaby się sprawa gdyby faktycznie miała zostać rozstrzygnięta przez Wymiar Sprawiedliwości.
28 lutego 2010, godzina 12:01
Internet to wielkie medium. Fakt. Ale poziom designu reprezentowany przez niektórych jak oni się nazywają ‘designerów’ w Polsce to jeszcze ‘głęboka komuna’ w porównaniu z tym co dzieje się np. w Szwecji, Stanach.. Nie dziwmy się więc, że biedni studenci czerpią ‘inspiracje’ a potem zapominają o wartościach, które powinni mieć wpojone od dzieciństwa. Że sie nie kradnie do kr… nędzy. Ale faktycznie, sprawe mogłeś potraktować bardziej personalnie a nie nagłaśniać i besztać młokosa z błotem. W końcu i tak się udało, więc po co?
28 lutego 2010, godzina 18:07
@misieq
A jak można nie personalnie traktować fakt, że ktoś Cię okrada? I nie mów mi proszę o inspiracji… to była kradzież. Pod inspirację mogę podciągnąć zastosowanie takiej samej kolorystyki czy ogólnej koncepcji. Fakt, że w tym przypadku projekt nie został skopiowany kropka w kropkę, wynikał jedynie z różnej zawartości. Poza tym, uważam, że mylisz robienie afery od rzeczowej rozmowy. Być może jesteś człowiekiem o stalowych nerwach, ale jakby mi ktoś ukradł projekt, a inna osoba próbowała mi wcisnąć, że to „inspiracja” – to mogłabym zachować się jak samica bawołu w trakcie menstruacji.
Osobiście bardzo cieszę się, że takie sprawy „wypływają” na światło dzienne. Dzięki temu wiemy, że poszkodowani dochodzą w końcu swoich praw, a „złodziejaszki” nie pozostają bezkarni.
28 lutego 2010, godzina 19:18
Ja mam podobne zdanie jak erte. Publikujesz od razu wszystko na blogu, a wiele takich przypadków było rozwiązywanych między zainteresowanymi, dogadywali się między sobą, np. na goldenline były takie przypadki.
Teraz przyszły klient może pomyśleć o Tobie, tak – powiedzmy że coś Mu zlecę, ale np. nie dogadamy się to będzie mnie jechał na swoim blogu, pisząc na granicy prawa. U Ciebie to już powoli rutynowe działania, tylko pomyśl czy tym nie odstraszysz potencjalnych klientów.
Jak dla mnie to Ty jesteś mądrzejszy, alee..czy zachowałeś się jak mądrzejszy?
Przemyśl To.
1 marca 2010, godzina 11:21
A powiedz mi Timon jak ma się „jechanie” klienta na blogu z powodu „nie dogadania się” do publicznego nagłaśniania kradzieży? Skoro ta osoba na pewno popełniła jeden plagiat – to może jest ich więcej? Może ktoś znalazłby swoją pracę w jego portfolio? Być może tak właśnie by było – bo w tej chwili jest ono „nieczynne”.
Powiedzcie mi dlaczego mamy się wstydzić i „utajniać” takie sprawy? Przecież to nie my jesteśmy winni! Jako przyszły klient raczej patrzałabym przysłowiowym „krzywym okiem” na dogadywanie się po cichu. Wtedy mam podejrzenia, że może obaj mają coś na sumieniu.
Co z tego, że takie „przypadki” były rozwiązywane (ze skutkiem) pod stołem? Jak Ci ktoś ukradnie samochód to na policję pójdziesz incognito? Nikomu nie powiesz? Jak znajdą złodzieja to odstąpisz od oskarżenia jak Ci w kopercie wręczy parę stówek?