a) Ceny

Cieć na moim parkingu zarabia 8,3 PLN (na rękę) na godzinę + dodatki za noc i ewentualne nadgodziny. Lekko patrząc miesięcznie wyciąga minimum 8,30 * 8 godzin * 20 dni = 1328. Ja wiem i wszyscy wiedzą że to fikcja bo w Warszawie za taką kasę ochroniarz nie będzie pracował, te nocne dodatki i inne bonusy pewnie powodują że kasę trza mnożyć x2. Ja dostałem propozycję od klienta 900zł za tydzień … wow, powiedziałby Cieć. Ale sobie człek kalkuluje: minus biuro (na obecnym poziomie obrotów koszty związane z biurem sięgają 40%), minus ZUS, minus podatek dochodowy (900 * 4 tygodnie = 3600 – 1450 – 850 – 250 = 1050) … kurcze aż chciałem się żachnąć i powiedzieć: lepiej marznąć na parkingu bo tam przynajmniej dostaje się służbowe łachy, pałkę i nerwów mniej a i tak więcej można zarobić!

Po pierwsze właśnie dotarło do mnie że z freelancera przeobraziłem się w małą agencję i w zamian za większe bezpieczeństwo kontraktów, za lepsze zaplecze i kontakt tel w godzinach pracy klient niestety musi ponieść dodatkowe koszta.

A nasz klient zniesmaczony propozycją ceny … wieczny dylemat, jak tu wykalkulować człowiekowi z którym chcę się nawiązać współpracę że takie ceny jak on chce to fikcja. Mnie tam od razu klecą się zdania po wypowiedzeniu których dalsza współpraca była by mało realna, chyba że klient-masochista. Ale znów zbaczam z tematu.

Znając rzeczywistość klient zaraz rzeknie

ale przecież to praca na 5 min

i znów sypnięcie tekstem „to proszę to samemu zrobić skoro to tak mało zajmuje – zaoszczędzi pan sporo kasy” nie było by miło odebrane. Dobra olejmy tłumaczenia ile co czasu zajmuje, spróbujmy wypunktować człeka tak żeby zrozumiał że 1000 PLN za około tydzień pracy „grafika” to żadne pieniądze.

1

Jeśli klient firma – to zrozumie kwestię kosztów więc mu można spokojnie odjąć trochę % tak jak zrobiłem to na początku. Niestety często słyszę ostatnio że klienta nie obchodzi jak prowadzę firmę (znów pominę fakt że teraz poza nożem otwierającym się mi w kieszeni do mało zjadliwiej odpowiedzi najchętniej dołożyłby kilka epitetów – wciąż chce ten kontrakt) … ale mnie obchodzi ile zarabiam i chcę poza satysfakcją móc coś jeszcze mieć za moja pracę. Trzeba więc przejść do etapu drugiego, zawstydzania.

2

A czy Pan podjąłby się pracy za 1050 zł miesięcznie? Uuuuuuu … konsternacja – cel częściowo osiągnięty. Kujmy żelazo póki gorące! Czy uważa mnie Pan za gorszego specjalistę od siebie w dziedzinie którą się zajmuję? Jeśli znów po drugiej stronie więcej dźwięków nieartykułowanych, znaczy się że droga przez nas obrana jest jedynie słuszna. Wie Pan u mnie na parkingu więcej zarabia specjalista od podnoszenia szlabanu (trochę złośliwości nie mogę sobie darować).

3

Jeśli teraz nie usłyszy się kłopotliwego pytania

W takim razie ile Pan ceni swoją pracę, ile to mnie będzie kosztować i czemu tak drogo?

znaczy się że najlepiej podziękować Klientowi za zainteresowanie i polecić się pamięci jeśli będzie kiedyś chciał coś wykonać na wysokim poziomie i będzie miała na to zabezpieczony odpowiedni budżet … znaczy się mówimy miłe „papa”.

A odpowiedź na kłopotliwe pytanie jak się cenić to już zupełnie inna bajka.

Tagi: , , , ,