Nie jestem już designerem, jestem projektantem.

Przez ostatnie dwa lata, podczas moich wykładów dość mocno podkreślałem że jestem projektantem. Co prawda definiowałem tą zmianę dewaluacją słowa „designer”, które niebezpiecznie zbliżyło się do już nieco pejoratywnego „grafik”, ale nie jest to cała prawda. Tytuł też jest nieco przewrotny bo powinno być tam raczej „nie jestem tylko designerem”. I to od bardzo dawna!

Nie jest to też spowodowane szerokością moich kompetencji, w śród których można znaleźć zarówno projektowanie UI jak i wiedzę z dziedziny UX. Dalej bawiąc się w negacje, powiem że nie ma na to wpływu również to że projektuje aplikacje mobilne na wszystkie systemy, jak i interface aplikacji czy strony (te ostatnie ostatnio niechętnie).

Posuwając się (niebezpiecznie) jeszcze dalej napiszę, że istnieje pewien problem w pracy designera czy specjalisty od user experience – oni patrzą się na swój kawałek pracy. Oczywiście tak to powinno działać, to jest prawidłowe! Ale … ja nie potrafię przejść obojętnie obok rzeczy które wiem że nie zadziałają. Źle się czuje jak klient mi opowiada z przejęciem jak będą ludzie robić sobie fotki i wrzucać na Facebooka, kiedy ja wiem że nikt nie skorzysta z tej funkcji, i nie ważne jak dobrze to zaprojektuje. Wole uruchomić własne myślenie i dać propozycje co mogło by zadziałać i spełnić cel biznesowy.

Jak widać podzieliłem sobie osoby pracujące nad kreacją na 3 kategorie (od razu zastrzegam że podział to mój własny wymysł, i nie mam zamiaru nikogo obrażać) – grafik, designer, projektant. Teoretycznie te słowa są równoważne i np próbując je przetłumaczyć na angielski otrzymamy coś w stylu: designer, designer, designer. Jednak w naszym łez padole, słowo grafik straciło jakikolwiek pozytywny i kreatywny wydźwięk – najczęściej wszyscy widzą zarobionego wyrobnika z zawsze spóźnioną pesnsją (tu podziękujcie np Zuchowi). Dzisiejszy designer zastąpił wczorajszego grafika … a coś więcej, w mojej nomenklaturze to projektant.

Wracając myślami do wykładów – stojąc przed publicznością z mikrofonem w ręku pozwolałem sobie na mocno uogólnioną definicję [zapożyczoną podczas ostatnich szlifów prezentacji w pociągu, przed konferencją kielce.com od Michała Koseckiego – który w komentarzach niżej upomina się należną mu chwałę] tego stanu ducha:

Projektant to ktoś, kto myśli

Mimo że to moim zdanie bardzo celna definicja, czułem że tylko nieśmiałość słuchaczy, powodowała brak natychmiastowego pytania: a dokładniej? Fakt mało dokładnie. Dziś wracając ze dwóch spotkań uzmysłowiłem sobie że w tym krótkim stwierdzeniu tkwi całe multum kompetencji, doświadczenia i wiedzy.

Wyobraźnia
Z rozmów wiem że ludzie potrafią sobie wyobrazić siebie i jedną do dwóch osób korzystających z ich koncepcji. Projektant potrafi nie tylko wyobrazić sobie dużą grupę ludzi z różnymi problemami i oczekiwaniami. Potrafi również wyobrazić sobie swoje dzieło w różnych warunkach, miejscach i sytuacjach.

Ograniczenia nie obowiązują mnie
Z jednej strony w „Poranku Kojota” Stefan rzecze:

Jeżeli czegoś nie da się zrobić, potrzebny jest ktoś, kto o tym nie wie – przyjdzie i to zrobi.

Z drugiej strony znajomość technikaliów pozwala ograniczenia przekraczać wbrew słyszanym z lewej i prawej „nie da się”. Tak mi się przypomniała dysputa z programistą 2 stycznia któregoś tam roku, kiedy data przy „Copyright” w większości serwisów wskazywała, że żadnego już nie chroni prawo.

– tego się nie da tak od razu, trzeba kompilować, debagować … za tydzień zmienimy
– odpal mi plik ze stopką, kurwa jego mać, odejdź od biurka i puść mnie proszę
< ?PHP ECHO DATE(Y) ? >
– eeeee, ale to …
– więcej mi nie pieprz głupot, za tydzień to możesz sobie to zrobić ładniej

Nigdy więcej nie miałem dysputy „nie da się” a bardziej konstruktywne „jak to zrobić aby się wyrobić”. Wiedza bardzo pomaga wdrażać nowości albo innowacje, pozwala też wykluczyć sporą część pomysłów które się nie mają prawa sprawdzić.

Doświadczenie
Jeśli ktoś zjadł zęby na projektowaniu 1000 razy logowania na wszystkie możliwe sposoby, bardzo szybko jest w stanie zrobić to dobrze. Traci i on i klient sporo mniej czasu na eksperymenty. Doświadczenie to takie tomisko z spisem doświadczeń i wynikami jakie one dały. A jeszcze dodatkowo, aktualizowane na bieżąco – bo ktoś mający doświadczenie wie że rynek ewoluuje.

Z drugiej strony inne cechy nie powodują zastoju, zawsze się szuka lepszego rozwiązania. Zawsze się patrzy że świat idzie do przodu i się zmienia.

Wiedza
Bardzo długo opierałem się przed pochłanianiem teorii. Całkiem nieźle mi to szło bo chyba mam coś takiego, co na swoje potrzeby nazywam intuicją. Różnicę poznałem pracując na swoim ostatnim stanowisku Dyrektora. W rozmowie Igor (szef) powiedział mi że doczytał się w jakiejś naukowej publikacji, że triki jakie stosuje w projektach stron są dobrze odbierane przez użytkowników. A ja to robiłem kompletnie nieświadomie. Dalej jestem ignorantem w pewnym stopniu, ale chłonę co się da i kiedy się da. A ignorancja objawia się w tym że nie zapamiętuje żadnych definicji i terminów, tylko samą wiedzę :D

Intuicja
Coś co jest niedefiniowane. Ja to nazywam też wróżenie z fusów … nie pytajcie się mnie jak to działa.

Szerokie spojrzenie
Bardzo blisko jest tego o czym myślę i mam na końcu języka jest definicja Service design (najlepsze wytłumaczenie znajdziecie na uxdesign.pl). Ale wydaje mi się że projektant musi patrzeć jeszcze szerzej, a w dodatku w dłuższej perspektywie czasu.

Poniżej fragment prezentacji w której wyjaśniam jak trzeba w czasie umiejscowić projekt ze względu na takie czynniki jak amortyzacja czy czas wdrożenia.

wykres-czasu

W grafice chodzi o to żeby było ładne, w designie ładne i użyteczne. Natomiast w projektowaniu, wg mojej własnej definicji, chodzi o zrobienie produktu który będzie używany. Projektowałem już dla 3 banków aplikacje mobilne, w każdej z nich jest opcja zgłoszenia zgubienia karty. W każdej oczekiwano zaprojektowania formularza do zgłoszenia – jaka karta, kiedy, gdzie … grafik zaprojektuje formularz wg wytycznych, designer zaprojektuje formularz lepiej i prościej a projektant? Projektant się zastanowi, że jak komuś ukradną kartę, to będąc zdenerwowanym uzupełnienie jakiegokolwiek formularza będzie doświadczeniem negatywnym. Projektant porozmawia z klientem i sprawdzi się ile jest zgłoszeń z aplikacji mobilnej i jak to wpłynie na obciążenie infolinii banku. A po rozmowie wywali wszystkie założenia do kosza i zrobi tak aby i klient i użytkownik dostali najlepsze z możliwych rozwiązań. Oczywiście wyglądające zarębiście.

Tagi: ,

  • Co to jest „(…) wracając ze dwu spotkań (…)” oraz „(…) do dwu osób (…)”? :O

  • Projektant to takie miłe przeciwieństwo definicyjnego hakera, który co prawda znajdzie najlepszą metodę rozwiązania problemu, ale zaimplementuje ją zawsze metodą *na drut i sznurek*.

  • Michał Kosecki

    „Projektant to ktoś, kto myśli” – oj nie wiem, kto to w Kielcach (czy raczej w pociągu do Kielc) pierwszy wymyślił :D

    Dobre podsumowanie myśli.

  • adsfasdf

    caly problem misz-a to to ze nadal pracuje z polakami

    nerwy nerwy niskie stawki, wymagania, idioci, debile, janusze, grazynki

    olalby ta cala polske i mialby swiety spokoj z idiotami

    taka prawda sorry

  • O tu też wychodzi ze mnie ignorant, mam papier na to ;)

    Dziękuje, już poprawiłem. Jak pisałem to mnie nie raziło ani nie podkreśliło na czerwono – co nie jest oczywiście żadnym usprawiedliwieniem.

  • Panie szanowny! Nie przeczę i nie przypisuje sobie … już dopisuje autora, choć zgodnie z zapowiedzią od tamtych „Kielc” sobie już parę razy przywłaszczyłem.

  • Cholera, no najlepiej mi się pracuje po polsku :( Ale staram się to zmienić

  • Michał Kosecki

    >zgodnie z zapowiedzią od tamtych „Kielc” sobie już parę razy przywłaszczyłem.

    i słusznie, niech się niesie. :)

  • Wyraźnie w poście zaznaczone autorstwo i fakt „kradziejstwa”

  • Michał Kosecki

    :D

  • asfasd

    no Pilsudski tez z polakami musial pracowac ale cholera go brala co chwile

    badzmy szczerzy polak to zlodziej, kradnie sztuke mala i duza, jesli cos nie ma materialnego wydzwieku nie jest telewizorem telefonem autem to nie jest dla niego warte nawet 5zl

    to jeszcze nic, te wszystkie odzywki ze cos jest proste, ze malo zajmuje, ze kogos syn to umie, ze dlaczego, ze masz mi to zrobic, ze to przeciez do portfolio

    odechciewa sie robic dla polakow, stresujaca droga zyciowa