Projektowanie oderwane od rzeczywistości

Ostatnie lata robiłem raczej duże projekty. dla dużych organizacji, ale miałem możliwość przyglądania się projektom wykonywanym dla mniejszych podmiotów. Swoje rzeczy zawsze optymalizowałem nie tylko pod kątem użytkowników czy wymagań biznesowych ale też możliwości. Mówię tu o możliwościach finansowych, technicznych czy nawet mentalnych. O dziwo zaobserwowałem trend przygotowywania koncepcji, których nie udźwignęły by „moje” korporacje dla małych czy średnich firm.

Po trosze rozumiem chęć zrobienia przez projektantów dzieł które wywrócą świat i pokierują nasz designerski świat w inną stronę. Takich dzięki którym autor będzie się pławił w pochlebstwach branżuni i plebsu. We mnie też jest próżność :D

Ale nie brak mi też świadomości że wdrożenie na kiepskim poziomie raczej sprowadzi na mnie gromy niźli, tak upragnione, pochwały. Wiem że o ile te kilkaście / kilkadziesiąt tyś za projekt od topowego grafika klient przełknie to jednak setka czy więcej za wdrożenie jest rzeczą nierealną w 99% firm. A tyle niektóre pomysły designerów, dobrze wdrożone kosztują.

Jak to się kończy?

Ano klient znajduje najtańszą firmę za kolejne kilkanaście K i zleca jej zrobienie wyczesanego, pięknego, dynamicznego, wymuskanego projektu. Efekt to niedokładna, zacinająca się karykatura koncepcji. Miesiące „poprawek”, upraszania, szukania kompromisów i dostarczania nawet gotowych kawałków kodu deweloperowi. I miesiące frustracji wszystkich stron.

Kto tu zawinił?

Wszyscy po trochu moim zdaniem. Najtańsze firmy deweloperskie biorą wszystko jak leci i zakładają że w tej cenie zamawiający musi zdawać sobie sprawę z jakości jaką zaoferują.

Klient zawsze chce najlepszą możliwą opcję w najlepszej cenie, i z braku doświadczenia (ile przeciętna firma robi sobie stron/aplikacji w roku?), wierzy w doświadczenie zarówno podmiotu projektującego jak i wdrażającego koncepcje.

Ale moim zdaniem największą odpowiedzialność ponosi designer. Może nie biznesowo, ale moralnie już na pewno. W końcu to on zaprojektował projekt który nie był dostosowany do potrzeb i możliwości zamawiającego. To projektant zaczął ten proces błędów i porażek.

Czy ja tak robię?

Przy dużych organizacjach łatwiej otrzymać precyzyjne informacje o możliwościach technicznych. Więc ostatnio wiele takich błędów wśród realizacji nie spotkałem. Ale niestety czasem zdarza się i mi rozpędzić. Czasem źle określa swoje możliwości klient i tu do siebie można mieć mniejsze pretensje.

Ważny jest proces poznawania się z klientem i z firmą która będzie realizować późniejsze etapy. Niedawno przekonałem się że zrobienie warsztatów z referencyjnymi przykładami rozwiązań daje klientowi pojęcie przed rozpoczęciem projektowania na jakie chcemy go rzucić wody. Czasem też trzeba w trakcie realizacji dorzucić trochę godzin i dopracować projekt pod kątem mniejszych wodotrysków.

Przede wszystkim jednak, co będę powtarzał do znudzenia” trzeba myśleć i zastanawiać się nad konsekwencjami naszych decyzji.

Tagi: , , ,