Żona pojechała już tydzień temu do swoich rodziców, właśnie podążam naszym ukochanym PKP (dziękuje za pól godziny opóźnienia na start) aby szybciutko ich zabrać do domu. Jeden dzień „luzu” to nawet dało się znieść, człowiek wrócił do domu (późno) usiadł w fotelu i pierwszy raz od x czasu wziął książkę do ręki co by poczytać.
Trochę zaskakujące i przyjemne uczucie że nikt nic ode mnie nic nie chciał trwało chwilę, kładąc się już człek odczuł pewien dyskomfort. Jakoś tak tęsknie spoglądałem na puste miejsca po Filipku i mojej lepszej Połowie. Kolejne dni to już nic przyjemnego … jednak szkoda każdej chwili bez moich skarbów. Wracając do pustego i zimnego domu docenia się fakt że codziennie wita cię uśmiechem w drzwiach synek a żona wstawia obiad.
To ciekawe że pracodawcy/zleceniodawcy nie zdają sobie sprawy z faktu że dzięki rodzinie niektóre projekty mają szansę w ogóle powstać, że to ona oddaje swój czas (bezcenny) na nadgodziny czy siedzenie wieczorem przed kompem mimo że serce się rozrywa kiedy dziecko prosi o chwilę zabawy.
Jak tu takiego bezdzietnego szefa przekonać do tego żeby jednak zwrócał uwagę na rodziny pracowników. Siedzieliśmy sobie z rodziną Ani i tak fajnie rozmawialiśmy że na pewno jedna rzecz w czasach naszych rodziców była lepsza – właśnie pamięć o rodzinie – kosze i prezenty na święta, imprezy dla dzieci, dzień dziecka w firmie … ja jeszcze pamiętam że rodzice dostawali specjalne frykasy tylko dlatego że są rodzicami i nikt nie patrzył z zawiścią, bo to przecież dla dzieci.
Teraz maksymalizowanie zysków pozwala nie zauważać że siedzący człowiek do 21 pozbawia dziecko radości (nie mówiąc o sobie) przebywania z całą rodziną. Od paru miesięcy zdarzało mi się co i rusz, że czekałem prawie ubrany rano aż Filipek wstanie żeby choć się przywitać bo całe dnie wracałem kiedy już spał.
Premiowanie zaangażowania ponad ustaloną normę jest właśnie dla bliskich a nie dla pracownika, bo to żona najlepiej może zmotywować lub zniechęcić do pracy (a kobiety mają potężny arsenał „demotywatorów”). Samo poklepanie po plecach niestety nie wystarcza kiedy kobieta w domu pyta się co z tą premią.
Powiazane wpisy:
- Regres
Od paru tygodni odbijam się od ścian w domu, wracam z pracy i obiecuje sobie że dziś coś zrobie, w... - Zmeczenie materialu
Czasem człek ma taki etap w życiu zawodowym że ma ochotę pieprznąć wszystko w cholerę i zacząć kopać rowy –... - Tatusiowe
Tak na dzień dziecka do pomyślenia. Ciężko zrozumieć czemu między facetami a kobietami mimo przysiąg coś nie wychodzi. Ale zdarza...




1 lutego 2010, godzina 09:04
Misz. Gratuluje wpisu, wyczucia i spojrzenia. Agree with 100 proc.
1 lutego 2010, godzina 10:39
Świetny wpis! ;)
1 lutego 2010, godzina 10:49
no nie zachwycajcie sie tak … moim zdaniem poza marchewka za ktora mnie gani zarzad uwazam ze kij pownien byc grubszy i bardziej bolesny
1 lutego 2010, godzina 18:41
a mi się nie podoba. to by oznaczało, że samotnej kobiecie od firmy nic się nie należy :P
1 lutego 2010, godzina 23:48
Prawda jak nic… pozdrawiam.
5 lutego 2010, godzina 13:32
Święta prawda.. w rodzinie siła i moc! :)
..nasz kochany Michałek :*
6 lutego 2010, godzina 10:29
@misz: kij powinien być co najmniej tak gruby, jak portel zaraz po wypłacie :D
@kmrozek: to nie tak, że samotnej kobiecie, nie należy się nic… należy się tyle samo, co każdemu (przynajmniej takie jest moje zdanie), jednak kobieta wychowująca dziecko raz, że tak naprawdę „pracuje” na dwa etaty, dwa, że ma większą motywację do owej pracy (bo rodzina über alles) – ogrom pracy jaki trzeba włożyć w wychowanie dziecka zrozumie tylko ten, kto sam wychowuje dziecko („niedzieciatym” tylko wydaje się, że wiedzą jak to jest)…
6 lutego 2010, godzina 10:30
@misz: usuń pierwszy komentarz – „się” za wcześnie wysłało :D
19 maja 2010, godzina 13:07
Zbliza sie dzien dziecka.. Wyslalam tego linka tu i tam. Moze da do myslenia :)