Madame klient, cd 1

A nie mówiłem że temat wróci :D madame postanowiła „sprostować” moje słowa – niestety zrobiła to w moim portfolio odnosząc się do wpisu na blogu. Mnie to nie pasuje ale z chęcią odpowiem tutaj na wszystkie zarzuty. W sumie to będzie chyba nudne ale jak się powiedziało A to trzeba i B.

Panie Michale,

Wróćmy na chwilę do przeszłości, oto mail jaki wkleiłam Panu na facebooku:

Witam pana,

Wydaje mi się, że nie ma sensu dalej przedłużać naszej współpracy, nie podoba mi się sposób w jaki Pan traktuje mnie jako klienta, wysyłam maile, nigdy Pan nie odpisuje, wszystko się przeciąga w czasie.
Wypada prowadząc interesy (jakie by nie były) napisać COKOLWIEK, (że sie dostało maila i że sie tym zajmie tego i tego dnia, a innego wyśle propozycję, etc.) Sposobów kulturalnych jest cała masa, wystarczy chcieć i nie chodzi o dyspozycyjność całodniową bynajmniej.

Pozdrowienia,

Agnieszka Lipińska „

Cóż a czy to przypadkiem koniec korespondencji? Na moje niewprawne oko jeszcze wymieniliśmy kilka zdań, zanim Pani sobie zamilkła i nie raczyła odpowiedzieć ani na mail, ani na wiadomość na Facebooku ani na telefon. Dodajmy że ja nie dzwoniłem ani się dobijałem w niedziele i/lub wieczorami, wiedząc że i u Pani w domu jest małe dziecko, tylko o „normalnych” porach.

Kolejną nieścisłością jest to że wysłała Pani takiego maila … olejmy to jednak i chodźmy dalej :)

A dziś przypadkowo szukając informacji przez Google natknęłam się na stek bzdur pod moim adresem. Naruszył pan prawo ujawniając przez pana moje tajemnicę zawodowe odnośnie wyglądu strony, ujawnienie hasła reklamowego pod logiem, nazw produktów i ich kolekcji.

Cóż, ani słowem nie napomknęła Pani że jakieś informacje przekazywane są poufne, tajemnica istnieje wtedy kiedy podaje się coś w tajemnicy … taki drobiazg na moje oko acz wymagający uściślenia. Rozmawialiśmy o nazwach przy kawie w miejscu publicznym gdzie na około było pełno ludzi, mocno naciągane, tak jeszcze żeby sobie punkcik w wytykaniu dołożyć :D Myślę że nikt nie wziął lupy i nie próbuje rozszyfrować nazw które chyba wszystkie publikuje Pani na forach.

A więc wkradła się „nieścisłość” – nazwy kolekcji są publicznie dostępne. Ale co tam … Poczekałem zresztą z przedstawieniem mojego projektu w portfolio aż do kilku dni po ustalonej premierze. A z tym wyglądem strony to Pani już przesadziła :D

Nie przypuszczałam, że tylko dlatego, że zrezygnowałam z pana usług zostanę publicznie ośmieszona, zostaną mi wylane Pana sfrustrowane pomyje na głowę.

Przepraszam ale pisałem o kliencie, to Pani się teraz w komentarzu publicznie podpisała.

Swoją drogą, moje frustracje sięgają zenitu :D i nie potrafię sobie z nimi poradzić inaczej jak babrając się w pomyjach ;) A tak naprawdę, powiem Pani w tajemnicy mam straszny ubaw jak uderzam w stół a nożyce się odzywają.

Na to co pan nawymyślał na swoim blogu nie mam wpływu, inni mogą bezwiednie Wierzyc w to co przeczytają, ale nie ma tam kszty prawdy. Zresztą czy to, że ktoś nie chce dalej z Panem współpracować to powód do tego, by aż tak się nad tym roztrząsać??? A może po prostu gdzieś ugodziłam w Pana dumę? Każdy kto teraz podejmie z panem współpracę powinien tak naprawdę zastanowić się czy na pewno warto!

Wystarczyło wypowiedzieć umowę w odpowiednim terminie, ustaliliśmy na spotkaniu że przedstawiam projekt na własne ryzyko – jeśli się nie spodoba to się ładnie żegnamy a jeśli będzie zaakceptowany wpłaca Pani zaliczkę i nanoszę ewentualne zmiany. Projekt wychodzi że został zaakceptowany, naniosłem zmiany a szanowna Pani nie zapłaciła zaliczki i przestała się w którymś momencie odzywać. W dalszej części, zresztą przyznaje się Pani że zlecając zmiany już podjęła decyzje o zakończeniu współpracy – i tu jest pies pogrzebany.

Sporo klientów przychodzi do mnie i informuje mnie że nie jest takim pajacem jak pozwalam sobie czasem opisywać zleceniodawców … zdecydowanie się polecam jestem konkretny, rzeczowy i bezpośredni. Szczęście że taki klient trafia się jeden na 100 normalnych/normalniejszych.

Ja mam propozycję – proszę mi wskazać w którym miejscu kłamię w poprzednim wpisie, cytat albo wers. Tak konkretnie, bo pisanie że to wszystko jest inaczej, przypomina wypowiedzi Pana prezesa Kaczyńskiego „na proszkach”.

Ja też tworzę produkty dla innych, szanuję mojego klienta i kiedy podejmuję z nim jakąkolwiek współpracę określam się jasno i podaję terminy.

Terminy były jasne i zachowane. Sama Pani termin piątkowy „przełożyła” na później (zdaje się że słowami „po niedzieli będzie dostępna”) – z mojej strony klient otrzymał komunikat że ja jestem gotowy do prezentacji (w piątek czy czwartek) a to że w poniedziałek nie było mnie w biurze … cóż nie obiecałem że będę warował 24h przy komputerze, a to że oczekiwała Pani czego innego …

Jeszcze raz muszę zaznaczyć że to Pani poprosiła żeby nie wysyłać plików w piątek.

Kiedy później nie mogła Pani odebrać korespondencji zaproponowałem inne kanały, takie jak przesłanie pliku bezpośrednio przez skype … ale widzę że to też był błąd podobno.

Pan twierdzi, że miał lukę i wziął dlatego projekt. Twierdzi Pan też, że komunikacja odbywała się przez facebooka, dodam, że przez maila, telefonicznie i dał mi pan na koniec przygody swojego skajpa, mimo to w żaden sposób nie było można się z Panem skontaktować ani dodzwonić! Ciągle pan miał problemy z facebookiem, potem serwer panu nawalił, maile nie przechodziły, telefon wyłączony itd., itd… Nie pisałby pan chyba bez powodu wiadomości do mnie, że rzeczywiście może niepoważnie wyglądać to wszystko z Pana strony?? Ja już wtedy się zaczynałam martwić co to będzie w przyszłości jak będę musiała z kimś takim współpracować.

Chyba sobie pozwolę zacytować też moją wiadomość do Pani:

1) możemy porozmawiać przez telefon, lecz i tak uwagi poproszę w formie pisemnej na maila. Nie przyjmuje uwag w formie ustnej.
2) obiecałem za 15 min wysłać pliki na serwer bo były problemy z ich dostarczeniem – problemy znikły „niemniej jednak doszedł do mnie maila od pana” a więc moja reakcja już nie była potrzebna. Nie obiecywałem że będę do dyspozycji za 15 min – jeśli Pani zrozumiała moje słowa inaczej, przykro mi.
3) Nie martwiłbym się na przyszłość – mam nadzieje szybko wykonać zadanie co dla mnie i dla Pani będzie chyba korzystne i nie mówiła Pani że ma dla mnie jeszcze jakieś zadania.
4) nie uda mi się być do dyspozycji Pani przez cały dzień.

Mniej więcej to jest odpowiedź na ten akapit … z tym że napisana wcześniej, będzie ponad miesiąc :D normalnie czuje się jak jakaś wróżka.

Z naszej korespondencji jasno wynika że ma Pani problemy z rozumieniem podstawowych pojęć czy zwrotów w języku polskim – moim zdaniem jest to spowodowane oczekiwaniami i postawą roszczeniową. Ta Pani postawa roszczeniowa jest mocno ponad przyjęte normy, kiedy Pani nie ma czasu wszystko jest ok, a jak już czas znajdzie to oczekuje że w tej samej chwili warujący zleceniobiorca będzie do dyspozycji. Skoro nie było problemu w związku z tym że nie miała Pani czasu w piątek (mimo że się umówiliśmy) to dla mnie nie było problemu że nie mam czasu w poniedziałek (na który się nie umawialiśmy).

Jedynie do czego mogę się przyznać to że korespondencja się odbijała ze względu na wielkość plików które załączyłem do maila – mogłem to przewidzieć i staranniej przygotować prezentacje … ale to chyba nie był problem bo kilka godzin później dostała Pani pliki.

Z szacunku do pana, podczas mojego urlopu, kiedy to pan właśnie wtedy zajmował się swoim przyszłym biurem, dałam znać, że nie mam możliwości sprawdzenia maila, że wracam w niedzielę. Wiedziałam, że Pan ma masę pracy i w tym momencie nie było potrzeby by Pan robił dla mnie pracę na już. W niedzielę wysłałam maila, dowiedziałam się od pana, że ma pan już od piątku projekt i tak czekałam, kilka dni aż ten gotowy projekt dostanę, doszedł w środę, w międzyczasie pan przepadł!

Ciekawe … święcie byłem przekonany że informowałem Panią gdzie jestem i co robię i czemu nie wyślę natychmiast plików … dałbym sobie rękę uciąć że te kilka dni to był jeden dzień (bo mam tak dziwnie poukładane że niedziela nie jest dniem roboczym).

Niestety mi w trakcje wyczekiwania kiedy Pan da wreszcie znać, lub cokolwiek napisze, zapaliło się kilkanaście czerwonych światełek, dlatego też postanowiłam przerwać współpracę, mimo, że już długo czekałam na upragnioną stronę.

Już wtedy Pani postanowiła przerwać współpracę :D a jak ładnie wychodzi kłamstwo … pewnie szukała Pani kolejnej firmy chcącej się podjąć pracy a jednocześnie zlecała Pani mi zmiany do projektu – i dla tego pozwoliłem sobie napisać słowo o sytuacji na moim prywatnym blogu :) Bo to jest świństwo, i jeszcze sposób w jaki się człowiek dowiaduje że zlecła Pani wykonanie projektu już następnej (trzeciej z kolei) firmie … z komentarza na Facebooku na cudzym profilu.

Napisałam panu również, że mam poważne obawy co do przyszłej współpracy, bo zakończenie projektu strony nie rozłącza klienta z wykonawcą, miałam świadomość, że przy takim sposobie pracy jaki pan oferuje nie chcę tak z nikim pracować, tym bardziej za pieniądze, chociaż nie w nich rzecz, rzecz się rozchodzi o czas i respekt do osoby, która panu zleca pracę, płaci za nią, i którą pan akceptuje.

Oj, znów łapię na kłamstewku. Jeden – ustaliliśmy sobie coś; dwa – pieniądze jednak były strasznie ważne podczas rozmowy – nawet słyszałem słowo „kluczowe”.

Widzi Pani, „respekt do osoby, która mi coś zleca”, to może być właśnie problem – jakoś respektu nie czułem :( Wszystkich klientów traktuje jak partnerów i podwykonawców też. Nikogo nie traktuje jak psa tylko dla tego że mu płacę czy mamy inne zależności. I jakoś nie pamiętam żebym „akceptował” respekt ;)

Może wkleję jeszcze na koniec kilka epitetów pana autorstwa, świadczących o panu jako dość prymitywnej osobie, pozbawionej klasy i kultury.

Zawsze śmieszyli mnie ludzie chodzący do kościoła, spowiadający się i „krzyczący na około” jacy to dobrzy chrześcijanie z nich … a następnie kopiący żebrzące dziecko romskie na schodach do kościoła. Widzi szanowna Pani bo dla mnie ważniejsze od słów są czyny, a czyny Pani są wprost proporcjonalne do moich dość bezpośrednich wypowiedzi. I wole być chamski w stosunku do nieuczciwych ludzi, niż taki jak szanowna Pani z „klasą” i „kulturą”.

„Zacisnąłem zęby i bez zgryźliwego komentarza posłałem, ta napierdziela dalej… , … Nawet „spierdalaj” nie usłyszałem choć 3x się pytałem co dalej i czy nie odstępuje od umowy. Niech ja pies trąca, choć czuję że ta sprawa jeszcze wypłynie.
PS. Dla pamięci wwaliłem projekt (z usuniętymi zdjęciami klientki co by zaraz krzyku nie było) do portfolio – zapraszam zerknąć na projekt „madame goo goo„.

I te słowa jak najlepiej i najtrafniej opisują całą sytuację, dalej je podtrzymuje. I na tym zakończę mam nadzieje (bo dalej będzie jeszcze nudniej) dywagacje na ten temat.

Tagi: , , , , ,