Placzaca branza nad spsutym
rynkiem

Co i rusz pojawia się płaczliwy głos na forach (przyznaje się że czasem i ja coś rzeknę na ten temat) twierdzący że rynek popsuty jest przez wszelkiej maści pseudo grafików-gimnazjalistów (lub studentów). Do tego stopnia jest to częsty głos że nawet redaktorka z Gazety zadaje pytanie na ten temat:

Kto psuje rynek? Młodzi i nieodpowiedzialni, którym się wydaje, że są freelancerami, bo szukają zleceń? Czy wewnątrz waszej „społeczności” dzielicie się na tych „prawdziwych” i „fejków”?

Nikt nie psuje rynku, są klienci dla mnie za odpowiednie pieniądze, świadomi wartości mojej pracy ale są i klienci którzy oczekują byle czego za śmieszne kwoty. Gdyby nie dzieci (moje prywatne określenie grupy od gimnazjalistów do studentów najczęściej na utrzymaniu rodziców z pirackim oprogramowaniem i komputerem na komunie – taka mała złośliwość) to ja bym musiał się użerać z klientami którzy będą mnie pytać „dla czego nie zrobię projektu za 50 zł”.

Przed erą ZPN (zlecenia przez net), takich zleceniodawców była masa, teraz szczęściem nie ma i mogę się skupić na normalniejszych zleceniach. Proszę sobie wyobrazić jak marudny i nieufny stawał się ktoś kto zamiast 50 zł musiał wydać kilka tyś. Taka osoba nie szanowała zleceniobiorcy ani jego pracy, nie przyjmowała żadnych argumentów, choćby popartych wiedzą i doświadczeniem. Dla tego ja dziękuje wszystkim tym którzy „psują rynek” bo wg mnie oni po prostu znaleźli swoją niszę – kompletnie różną od mojej.

Powiedzmy że widząc prace na dobrym poziomie sprzedawane za psie pieniądze (a czasem w tym bajorku można wyszukać perełkę), pojawia się zdziwienie. Ale rynek szczęściem się normalizuje, popyt reguluje podaż i jakiś czas później widząc dobre portfolio i normalne ceny mówię „a ja tego gościa już widziałem” :)

Mogę powiedzieć tylko o grupie web-desingerów czy grafików do której mam nadzieję że należę. Tak, tych których ja uważam za dobrych czy lepszych ode mnie znam, szanuje i tworzymy w jakiś sposób społeczność. Jest grupa osób z którymi dzieli się doświadczeniami czy nawet pomaga rozwiązywać jakieś techniczne problemy wiedząc że można liczyć na wdzięczność. Dziwne ale też polecamy się wzajemnie – mając nadmiar zleceń dajemy kontakty do konkurencji. Sam najchętniej poleciłbym tu kilka osób (taka kryptoreklama która i tak nie przejdzie).

Pozostała część jest gdzieś w mroku niebytu, nie rozmawia się o „nich”. Ale moim zdaniem nie ma czegoś takiego że odrzucane są osoby, że grupie ktoś nie pasuje. Wydawało by się że logicznym podziałem jest jakość pracy a „widuje” się osoby z fatalnym warsztatem, ale świadome tego oraz świadome swojej pracy. Wydaje mi się że dzieci same nie chcą należeć do grupy profesjonalistów wiedząc/bojąc się krytyki.

Czy ja tego już z rok temu nie pisałem? A błąd w tytule celowy :)

Tagi: , , , ,