Webdesign to zaprzeczenie nowoczesności i postępu … z definicji

Trochę kontrowersyjnie się zaczyna niczym w szmatławcu ale mam nadzieję że nie koniecznie osiągnę ten poziom. Wydaje mi się że kiedyś już rozważałem podobny albo i ten sam problem, ale teraz pojawiło mi się kilka dodatkowych/nowych przemyśleń.

Wracając do meritum: wiem jak zaprojektować coś nowocześnie i ergonomicznie co przetrwa więcej jak 1-2 lata pozostając dalej nowoczesne i wygodne w użytkowaniu … ale wiem również że niewiele osób jest na to przygotowanych. Okoniem staje przede wszystkim usability i ludzie.

Usability wykorzystuje najpierw przyzwyczajenia, więc jeśli wszyscy przyzwyczają się do latania na drugą stronę ulicy po zakupy to specjalista nie zaproponuje postawienia sklepu po tej stronie bo ludzie najprzód się pogubią zanim dojdą że to lepsze rozwiązanie. Niby projektując coś staramy się o maksymalną wygodę, ale z drugiej strony zrobienie czegoś inaczej nie wchodzi w rachubę choćby było 100x lepsze/prostsze.

Brzmi to przy przykładzie sklepu dość kuriozalnie … ale tak przy projektowaniu web-designu jest co dzień. Łamanie stereotypów lub zmienianie przyzwyczajeń – surowo zabronione!

Metodologia badań też jest tak stworzona aby promować pozostanie przy przyzwyczajeniach. Badania są prowadzone na grupie która zrealizowany projekt widzi pierwszy raz, nie spotkałem się np. z powtórzeniem badań dotyczących jakiegoś serwisu i sprawdzeniu czy podczas dłuższego użytkowania nie wzrośnie zadowolenie czy swoboda poruszania. Trochę to przypomina operatorów telefonii którzy stałym klientom oferują mniej niż nowym bo starzy najczęściej przez przyzwyczajenie zostają (choć jest im źle) a złapanie nowych jest absolutnym priorytetem. Taka stagnacja, status quo który poza projektantami nikt nie chce zmienić.

A ludzie? Większość projektów to wynik kompromisu, zdanie wielu ludzi z którego stara się osiągnąć jakąś średnią. Dzięki temu że programista chce skomplikować rejestracje do granic absurdu celem zabezpieczenia systemu, marketingowiec chce od razu dokładne dane włącznie z zarobkami i zainteresowaniami, prawnik chce mieć zabezpieczenie wszystkich możliwych stron … rejestracja w 99,99% serwisów wygląda jak wygląda.

Zresztą ta zasada tyczy się wielu kwestii włącznie z wyglądem, każdy chce włożyć swoje 3 grosze i wychodzi rower z silnikiem odrzutowym z 4 kierownicami i bez hamulców.

2008

2006

2007

Co łączy te projekty (poza autorem)? To że mają średnio około 5 lat a wyglądają dalej ok? Nie – zostały wykonane dla, co najmniej, dobrych znajomych którzy wiedzą jak pracuje i jakie bolączki są z tym związane. Łączy je jeszcze jedno, zdrowe podejście do wiedzy i trendów. Moim zdaniem po takim okresie się jeszcze bronią …

o pomasuj mam co miesiąc zapytania od osób które chcą kupić ten projekt, od 6 lat regularnie

Zresztą ostatnio połączenie klienta z „wiedzą” daje ciekawe efekty, było już kilku którzy każde swoje widzimisię i zmianę popierali usability … o którym widać że nie mają zielonego pojęcia poza przeczytaniem definicji na Wikipedii. Ale głupota ludzka to temat nieskończony.

Tagi: , , ,

  • Exactly! Spotykam się z tym na co dzień i przyznam, że mało jaki klient oddaje kreację „samo pas” bez walki designerowi. Może to chodzi o to, że oni też lubią sobie po prostu, coś po projektować :) Szkoda, że dzieje się to na poziomie początkującego i zawsze wychodzi to co wyjść nie ma.

  • Pingback: Wyrwane z kontekstu – Webdesign to zaprzeczenie nowoczesności « UX Labs - codzienne źródło wiedzy o user experience()

  • Amator

    Nie mogę się zgodzić z postawionymi tezami i chciałem dać temu wyraz. Wydaje mi się, że postawienie sprawy w ten sposób jest oznaką błędnego rozumienia roli projektanta i tego czym jest webdesign w ogóle.

    Po kolei:

    „Okoniem staje przede wszystkim usability […]”

    Piszesz że zrobienie czegoś „inaczej nie wchodzi w rachubę choćby było 100X lepsze” ponieważ „Metodologia badań też jest tak stworzona aby promować pozostanie przy przyzwyczajeniach.”

    Otóż metodologia badań nie ma nic do rzeczy. Kwestią jest zaaplikowanie tych narzędzi i metod w odpowiedni sposób. O tym, że jest to często „mickey mouse usability testing” pisał Maciej Lipiec na uxdesign.pl. Termin jest modny więc wielu „specjalistów” i „projektantów’ podciera sobie nim projekty. Problem jest z kontekstem zastosowania a nie z pryncypiami Usability czy UCD.

    Cytowany przez Ciebie przykład to wypaczenie celowości testów użyteczności, powszechne, ale to wciąż wypaczenie:
    „Badania są prowadzone na grupie która zrealizowany projekt widzi pierwszy raz, nie spotkałem się np. z powtórzeniem badań dotyczących jakiegoś serwisu i sprawdzeniu czy podczas dłuższego użytkowania nie wzrośnie zadowolenie czy swoboda poruszania.”

    Testy prowadzi się cyklicznie. Jednorazowe zastosowanie testów nie pozwala uchwycić zmian w czasie i jeśli ktoś tego nie dostrzega to jest głąbem : )

    Zatem błędem jest powiedzenie że to Usability jest czemuś winne, bo to kwestia ludzi i ich decyzji. No właśnie…

    „[…] i ludzie”

    „Większość projektów to wynik kompromisu, zdanie wielu ludzi z którego stara się osiągnąć jakąś średnią.” Tu się zgadzam.

    „Dzięki temu że programista chce skomplikować rejestracje do granic absurdu celem zabezpieczenia systemu, marketingowiec chce od razu dokładne dane włącznie z zarobkami i zainteresowaniami, prawnik chce mieć zabezpieczenie wszystkich możliwych stron … rejestracja w 99,99% serwisów wygląda jak wygląda.”

    Tu się nie zgadzam. To nie jest wina tychże osób że forsują swoje koncepcje. To problem mentalności liderów zespołów i decydentów. Z czego on może wynikać? W mojej ocenie to problem niezrozumienia roli projektanta. Projektant nie jest kolesiem który przychodzi i mówi co jak ma być albo też gościem który biernie przetwarza informacje od programisty, prawnika i marketingowca. Projektant powinien być częścią zespołu i de facto – jego liderem. I tę pozycję musi sobie wywalczyć. Jeśli projektant w zespole nie wie jak sprzedawać zespołowi dobre rozwiązania to albo powinien zmienić pracę albo coś w tej pracy robi źle.

    Ktoś kiedyś napisał że ekspert który nie potrafi sprzedać swoją wiedzy eksperckiej jest nic nie wart.

    „Exactly! Spotykam się z tym na co dzień i przyznam, że mało jaki klient oddaje kreację „samo pas” bez walki designerowi. Może to chodzi o to, że oni też lubią sobie po prostu, coś po projektować :) Szkoda, że dzieje się to na poziomie początkującego i zawsze wychodzi to co wyjść nie ma”

    Po pierwsze, jako profesjonaliści – to MY wybieramy z kim pracujemy. Po drugie, jako profesjonaliści – to MY decydujemy jaki zakres problemów chcemy rozwiązać. Po trzecie, jako profesjonaliści – to MY zapewniamy sobie partnerską relację z klientem.

    „It’s your responsibility to demonstrate your competence and professionalism to your clients before you ever start designing for them. Otherwise you’ll seldom be allowed to give them your best work.”

    Polecam te książkę jako punkt wyjścia do rozważań jaka jest nasza rola jako projektantów.

    http://designprofessionalism.com/

    Webdesign to zaprzeczenie nowoczesności i postępu …z definicji.

    Przeformułowałbym więc tytuł nieco:

    Webdesign błędnie rozumiany jako nieprofesjonalne wykonywanie prac graficznych na zlecenie i pod dyktando klienta pod pozorem dostarczania skutecznych rozwiązań projektowych to zaprzeczenie nowoczesności i postępu.

  • Amator

    Powinienem dodać, że jest to niezrozumienie roli projektanta i roli projektowania, designu produktu w ogóle. To problem z mentalnością.

  • To jest problem stary jak świat – klient chce mieć lepiej, bardziej innowacyjnie, a jak dostaje taki projekt, to benchmarkuje go to tego co już istnieje i słyszymy wtedy, że to nie jest intuicyjne, bo wszyscy robią inaczej…

    Warto przeczytać stary tekst Jefa Raskina http://uxdesign.pl/intuicyjny-znajomy/

  • le

    Ja w kwestii formalnej. Metodologii się nie czepiajcie (co najwyżej metody lub metodyki) :)

  • Pingback: O innowacji - user experience design: projektowanie interakcji i użyteczność()