Się tak złożyło i moja gęba pojawiała się w ciągu ostatnich 29 dni w dość sporej ilości miejsc. Kto nie czytał i ma ochotę to poniżej lista: (więcej…)
Kolejna produkcja Gary’ego Hustwita – twórcy dokumentu o Helvetice. Film zdaje się że opublikowany w zeszłym roku ale ja go dopiero teraz wychaczyłem i ciągnę Blu-ray Disc tylko 30$ za kawał dobrego designu. Przynajmniej po obejrzeniu poprzedniego dokumentu mam takie przeczucie. (więcej…)
Na szybko chciałbym się dowiedzieć co jest lepsze – zajawki i post na podstronie czy publikować cały post do tej pory … gdybym miał trochę czasu więcej pewnie bym jakąś ankietę zainstalował i sprawdził. Choć może coś na szybko podczepię. A jednak można błyskawicznie coś znaleźć, problem że nie chciałem nieostylowanego elementu dodawać – a więc jak ktos chętny rozwiązać moje dylematy to zapraszam. (więcej…)
No można mnie nie lubić (w sumie to nawet się nie dziwię bardzo), ale czasem ludzie jeszcze mnie zaskakują poziomem swojego skurwysyństwa w okazywaniu antypatii. Siedzę, czytam komentarze OSA które zostawił na dwu blogach i bierze mnie na rozmyślanie jak ta pseudo anonimowość wpływa na ludzi – gdyby taki debil jeden z drugim nie bał się że go zdemaskują i ukrają to by bez skrupułów mordował i gwałcił … to chyba dla tego anarchia jest utopią i nigdy w nią nie wierzyłem. (więcej…)
Tydzień bez pracy mija a ja nie czuję żebym wypoczął. Wpierw latam z młotkiem i śrubokrętem, potem ze szpachlą i pędzlem a na koniec ląduje w łóżku z bolącym gardłem – cholera znów narzekam!
Synek rośnie i zmienia się na oczach, ledwo to było maleństwo do noszenia na rękach a już trzeba się ganiać i wygłupiać razem. Jutro trzeba będzie grać w nogę na podwórku a zaraz potem lecieć na zebranie w szkole.
Ktoś mądry kiedyś powiedział że dzieci są po to żebyśmy widzieli jak szybko się starzejemy.
Trzeba chwytać chwilę, szkoda każdego dnia … mimo że przez całe życie ta dewiza w pewnym sensie mi przyświecała to teraz po mojej chorobie zdecydowanie dobitniej to dociera do mnie. Co z tego że jesteśmy śmieszni, postrzegani jako inni – ważne żebyśmy sami z sobą czuli sie dobrze. Ja nie czuję się teraz komfortowo więc lecę po pomoc, co by dnie znów były weselsze i żeby najdrobniejsze sprawy dawały przyjemność.
Parę ostatnich tygodni to był koszmar, zrobiłem po dłuższej przerwie badania i niestety okazało się że markery mi dość gwałtownie podskoczyły (o dziwo dziś odebrałem kolejne wyniki w których już tak złych znaczników nie mam). Prywatnie też „dupa”, udało mi się jedynie zrobić pokój dla Filipa i obietnice od żony, że wpadną na kilka dni – pojedziemy do zoo i może jak jest jeszcze ta wystawa dla dzieci to do pałacu Ujazdowskiego.
W pracy … z jednej strony fajnie, a z drugiej nie. Przez ostatnie dni miałem tyle kreacyjnej pracy że wydawało mi się, że czacha mi nie wytrzyma od ciśnienia. Parę fajnych projektów popełniłem, parę na poziomie a jeden musiałem już spaprać na życzenie klienta. Konkurencja pluje, ale jakoś nie mam ciśnienia (po za tym w pęcherzu, podczas wybuchów śmiechu) aby się odnosić, może w przyszłym tygodniu pośmieje się publicznie?
Na razie mam urlop i spokojniejszy jadę do dziecka. W wolnych chwilach podziele się informacjami o moich nowych nabytkach, projektach i potyczkach z klientami.
Na farmamarketing.info napisałem posta który zachacza o promowanie leków przez przedstawicieli medycznych i rozterki moralne z tym związane. W Super Expressie poczytać można jak to lekarze na konferencji się bawią za pieniądze firm farmaceutycznych, jak to reprezentanci medyczni przekupują lekarzy … i podobne szmatławe treści. Pewnie większość z was nie wie o nowych przepisach ograniczających możliwość spotykania się tych grup, a jeśli wie to popiera rozporządzenie które teoretycznie wprowadza porządek. Tylko powstaje pytanie jak lekarze mają dowiadywać się o nowych lepszych metodach leczenia?

Będąc w szpitalu, brałem popularny i nieskuteczny lek przeciw nudnościom, a jako że pracowałem dla MSD poznałem inny innowacyjny lek na to samo. Przekazałem lekarzowi informacje o nim, dostałem receptę, kupiłem i ostatni kurs chemii przeszedłem dużo „spokojniej”, firma nie zdążyła jeszcze go przedstawić. A teraz jak to będzie z tą informacją?
Obiecałem sobie ze codziennie będę zostawiał wpis tutaj, dziś mi się nie chce – mój humor jest wisielczy.
Temat raka krąży cały czas naokoło i wraca jak bumerang, a to znajomy, a to żona kumpla … jak już mam sie zdołować do końca to zaczynam myśleć o dzieciach chorujących …
Czeka mnie teraz seria badań które przypomną jak to było – chciałbym zapomnieć i mieć ta naiwną pewność z przed 2 lat że to mnie nie dotyczy.
Sprawa w ciągu 14 dni powinna zostać załatwiona definitywnie, w tej chwili opublikuje sprostowanie którego wymaga właśnie podpisana umowa:
Hypercube i Michał Galubiński doszli do porozumienia w sprawie projektu strony saint-row.pl, podpisana została umowa o przekazaniu pełni praw majątkowych do tego serwisu. Umowa ta, wraz z spełnieniem wszystkich jej warunków, kończy jakiekolwiek spory. Częścią jej są odpowiednie sprostowania umieszczone na stronie http://misz.net oraz na wszystkich stronach trzecich gdzie Michał Galubiński wypowiadał się na temat konfliktu z Hypercube.

I chyba to wszystko na ten temat.
Po jaką cholerę się ekscytować webdesingiem, plagiatami, dyskusjami … jutro o nas i naszych pracach nikt nie będzie pamiętał! To co tworzymy na dyskach zniknie po ich wyłączeniu, gdybym odszedł najdalej za rok znikną wszystkie moje strony, max 2 lata zmienią szatę serwisy dla których coś zrobiłem, w galeriach on-line o naszych „dziełach” zapomną i zasypią je stosami zachodów słońca czy kotkami.

Jaskiniowcy zostawili ślad który zachwyca ludzi od tysięcy lat, wielcy malarze zostawili obrazy które trwają setki, kowal czy stolarz stworzyli przedmioty które cieszą oko pokolenia a graficy tworzą wirtualne dzieła które tyle trwają ile dostarcza się prąd do obracających namagnesowanych talerzy z zerami i jedynkami. Zastanawiam się że moja praca to nawet nie rzemiosło … po popijającym po kątach tanie wino drukarzu więcej zostanie niż po nas. Za 10 lat śladu po nas nie zostanie, i to jest cholera strasznie dołujące – zazdroszcze mojej żonie która w DTP siedzi. Aż sam czuje się mało ważny i taki ulotny.
Wpisy na tym blogu są prywatnymi sądami autora (autorów). Za komentarze, zgodnie z polskim prawem właściciel nie odpowiada. Zastrzegam sobie możliwość niedopuszczenia do publikacji komentarzy będących spamem, niezgodnych z polskim prawem lub netykietą.
Zezwalam na cytowanie z podaniem źródła.
Oparte na WordPress. Designed by misz na podstawie zakupionego szablonu




